Zaczyna się całkiem prosto: na jakąś powierzchnię rzuca się odrobinę złota, taką małą, złotą plamkę. No i zaraz zaczynają się schody, bo teraz należałoby dołożyć obok, ale bardzo blisko, drugą taką. No i jak uzyskać to blisko, skoro oznacza to kilkadziesiąt nanometrów?
Cieszę się, że mam w komputerze takie narzędzie Excel, które służy mi do dodawania, odejmowania i mnożenia, a - z kłopotami - nawet do dzielenia. Chociaż jedno z drugim, to znaczy dzielenie z mnożeniem, dużo ma wspólnego. Bo mnożenie się na początku ma dzielenie, gdy pominąć banalne zabiegi doprowadzające do połączenia, bez którego nie ma się co dzielić.
Niby tylko sobotni wyjazd do Warszawy, ale było w nim coś z wyprawy. Bo zdecydowałem się nań w ostatniej chwili, na tydzień zaledwie przed zamknięciem Wystawy z okazji 85-lecia Polskiego Radia. W ostatniej chwili, bo cały czas miałem wątpliwości, czy nie będzie to kolejna wystawa o ostrym zabarwieniu ideolo, przedstawiająca temat tendencyjnie, widziany z jednego tylko, słusznego punktu widzenia, jakich to wystaw pełno teraz u nas, nie wyłączając nawet tych w Muzeum Techniki.
Wiersz Sergiusza Michałkowa o przyjacielu - którego to wiersza uczyłem się na pamięć w liceum - ma w sobie mnóstwo energii, świeżości i brawury, ma zdecydowany, żywiołowy rytm i takąż dynamikę, a gdyby odpowiednio zamienić kilka odnośników geograficznych, mógłby dobrze pasować do żądnej poznawania świata, młodej osoby z dowolnej jego części. Podobnie uniwersalne jest, zawarte tam, krótkie przesłanie moralne.
Konkurs Chopinowski już blisko końca pierwszego etapu, a ja tu o śpiewaniu. Jednak nie o takim w celu przepędzania myszy, ściągających - jak to jesienią - z parków i zarośli do domów, co - przy moim głosie i słuchu - dawałoby gwarantowany efekt. I nie o patriotyczno-harcerskim, gdy mija granica ćwierć-na-głowę, bo za takim, nawet zupełnie trzeźwo, nigdy nie przepadałem.
W latach 60. plagą stawały się lasy anten telewizyjnych, widoczne na każdym większym budynku. Ich zamocowania niszczyły dachy i kominy, a byle wichura zrywała źle, po amatorsku zamocowane przewody.
Kanclerz Angela Merkel, otwierając tegoroczne Targi IFA, mówiła tylko przez niecałe 15 minut, ale zawarła w swym wystąpieniu kilkanaście wątków i nie zabrakło w nim ciekawostek, humoru oraz (słabo) zakamuflowanej przestrogi.
Przez lata, jeszcze od czasów przedwojennych, działał w Poznaniu fotoplastikon. Mieścił się przy ulicy Czerwonej Armii, dziś - Święty Marcin (i tu uwaga: taka właśnie - Święty Marcin - jest nazwa tej ulicy, tak jak oficjalna nazwa największych kiedyś w Poznaniu zakładów brzmiała zawsze - za wyjątkiem epizodu z Józefem S. w szyldzie - Zakłady H. Cegielski).
Jakoś tak na początku lat 70. (1972?), pojawiła się możliwość wyjazdów do NRD legitymując się na granicy tylko polskim dowodem osobistym. Wraz z nią uruchomiono pociąg pospieszny, który wczesnym rankiem wyruszał z Poznania do Berlina, by wrócić wieczorem, jeszcze tego samego dnia. Nie jest to przecież daleko, niecałe 250 km, czyli bliżej niż do Warszawy.
Ta wiadomość zelektryzowała wszystkich: giełdy, rynek informatyczny, działające na nim firmy małe i duże, jak i przeciętnych konsumentów z tej branży. Kupno firmy McAfee przez Intela, za prawie 8 mld. dolarów, kojarzy mi się z podobną transakcją sprzed kilku lat, kiedy to Symantec, za blisko dwa razy tyle, przejął Veritas Software. Podobną, bo - w pierwszej reakcji - wydającej się równie bezsensowną.
Tytuły kusiły obietnicą sensacji - w kilku serwisach internetowych pojawiły się niemal identyczne nagłówki, że po zarzutach o molestowanie seksualne, odchodzi szef HP. Była to czysta manipulacja, bo czytelnik odbierał to jako związek przyczynowy, czyli wpadał w pułapkę, świadomie zastawioną przez te serwisy.
Ten felieton ma dwie części: pierwsza dotyczy czasów jeszcze przedwakacyjnych, druga jest przeskokiem do spraw bieżących.
I znów felietonowy kierat zaczyna się kręcić. Niby ciągle wakacje i lato jeszcze w pełni, ale już rano trzeba włączać światło.
Nie byłem nigdy za naszą wschodnią granicą. Ani przedtem, ani potem. I chyba już tego nie odrobię, o czym za chwilę. A wszystko zaczęło się od Seminarium PTI, z końca ubiegłego roku, gdzie pośród wspominek o polskiej informatyce, padła wzmianka o tajemniczych polskich komputerach Rodan, i od niedawnego artykułu, na tych stronach, o wyłączeniu ze służby (było to na kolei, a tam się służy), ostatniego działającego komputera Odra.
Tyle razy pisałem, że projektowaniem stron internetowych winni zajmować się specjaliści, a nie informatycy, no i mam teraz za swoje.
Inż. Mamoń z "Rejsu" miał umysł ścisły, więc podobały mu się melodie, które już raz słyszał. W zmienionej nieco, obiegowej wersji na ogół powiada się, że lubił tylko te piosenki, które już znał, co, przez dający się odnaleźć w tym absurd, staje się kpiną z tej postaci i - co dorabiamy do tego teraz - w ogólności z czasów, z których pochodzi ten film.
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88