Dawno, dawno temu zrobiłem sobie notatkę o tym, że w Szczecinie miejskie kamery internetowe pokazują tworzenie się korków w mieście. Widać sporo czasu upłynęło, skoro odnośnik do strony z kamerami jest już nieaktywny.
Bynajmniej nie zamierzam zmienić płci, ani nawet nie chcę publicznie ujawnić swoich skrytych marzeń.
Zdaje się, że powoli, po okresie zachłyśnięcia się możliwościami Internetu, coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać czarną stronę technologii.
Dzisiejszy felieton, pierwszy w 2007 roku, został zatytułowany w sposób całkowicie adekwatny do spodziewanej reakcji wielu Czytelników. Otóż jeśli zajrzycie Państwo do spisu moich felietonów z lat ubiegłych (od roku 1995), to łatwo zauważycie, że w ciągu 12 lat przeprowadziłem się 6 razy*. Oczywiście nie za każdym razem o tym informowałem, bo nie za każdym razem działo się coś ciekawego. Raz wziąłem kilka CD-R jako cały dobytek komputerowy i okazało się, że jest to dobry sposób na przeprowadzkę. Innym razem żyłem bez szybkiego połączenia z Internetem przez cały miesiąc i wcale sobie taką izolację chwaliłem. Raz po prostu przeniosłem się i nic o tym nie napisałem.
Czasami rozmawiając z młodymi ludźmi mam ochotę zacytować czwartego wieszcza "Myśmy wszystko zapomnieli".
Piszę ten felieton w czasie ciszy wyborczej, co nie oznacza, że zamierzam być cicho. Otóż protesty jednej (marginalnej) partii politycznej w sprawie aborcji, antykoncepcji oraz eutanazji pod hasłem życia "od naturalnego poczęcia aż do naturalnej śmierci", zamiast do refleksji skłaniają głównie do uśmiechu swoją "naturalnością". Aż prosiłoby się zastosować owe hasło w stosunku do komputerów.
Jest takie angielskie (amerykańskie zapewne, bo mowa w nim o pieniądzach) powiedzenie: "Put your money where your mouth is", co po naszemu można powiedzieć "Głosujmy portfelami". Otóż niestety większość ludzi ma poglądy zdecydowane - jeśli chodzi o postępowanie innych. Łatwo wypomina się innym przywary, błędy oraz słabości. Choć Pismo Święte mówi wyraźnie "Kto (z was) jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem". Szczególnie natrętnie owa dychotomia pomiędzy naszym i cudzym ujawnia się przy komputerach. Dopóty ktoś używa swego własnego komputera oraz wspólnych zasobów, to zwykle dużo mówi o społeczności, współdziałaniu, celach wyższych. Ale gdy tylko przychodzi do próby dzielenia się tym co się ma, to natychmiast przypomina się stare powiedzonko "co je twoje to je moje, a co moje to nie twoje".
Z niejakim zdumieniem przeczytałem (po angielsku) apel Jakuba Chabika ...
Pisanie blogu ma swoje zalety, szczególnie w porównaniu z felietonami. Otóż felietony piszę raz na tydzień, z wyprzedzeniem kilku tygodni i kiedy ukazują się one w druku oraz w portalu, to na ogół już dawno problem przestał być interesujący.
Nie pamiętam już, czy przyznałem się kiedyś Czytelnikom, że tematy do kolejnych felietonów zbieram na specjalnej liście (płaska baza danych).
Póty dzban wodę nosi, póki mu się ucho nie urwie.
Wszyscy używający komputerów, nie tylko zresztą osobistych, wiedzą jak kapryśne są to urządzenia
Zapewne niejeden czytelnik, zobaczywszy tytuł dzisiejszego felietonu, pomyślał sobie "Znowu Tatarkiewicz usiłuje zwiększyć sprzedaż CW" lub coś w tym rodzaju.
Udałem się na doroczną pielgrzymkę do Ojczyzny.
Początek nowego stulecia nie obrodził w przywódców.
Historyjka, którą przez prawie cały wrzesień zajmowała się prasa, nie tylko komputerowa, a w pewnym momencie zainteresował się nią także rząd, jest w gruncie rzeczy banalna.
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88