Marek Rygielski ("Zejść z piedestału", nr 17 Computerworlda z br.) ustosunkował się do treści wyrażanych w moim felietonie z nr 14 CW z br., oględnie mówiąc, negatywnie. Nie chciałbym sprawy pominąć milczeniem, co wyglądałoby na chowanie głowy w piasek, odniosę się więc do kilku kwestii akcentowanych przez autora niniejszego artykułu.
Czasy kapitalizmu nastały, więc wszyscy mający głowę na karku, myślą jak by się tu urządzić. Nieco gorzej jest osobnikom wiekowym, dla których ponowny start grozi ciężkimi komplikacjami zdrowotno-kondycyjnymi. Cóż, mieli pecha, bo za wcześnie się urodzili. Chociaż nie o każdej osobie w kwiecie wieku można powiedzieć, że "reinstalacja systemu gospodarczego" wyszła ze szkodą dla niej.
Zaczynam żałować, że nie zostałem lekarzem. Miałem w młodości takie zapędy, ale trochę zniechęciła mnie mało apetyczna wizja dłubania we wnętrznościach. Po prostu nie byłem tym zachwycony i teraz też nie jestem, chociaż z biegiem lat się uodporniłem. Poza tym medycyna wydawała mi się zbyt szablonowa, a działalność lekarzy bardzo rutynowa. Nie widziałem więc przyczyny, dla której miałbym wykonywać nudne dla mnie zajęcie przez resztę życia.
Komplikowanie stosunków między klientami a urzędnikami wkomponowało się już na stałe w krajobraz naszego życia codziennego. Gdyby przybysz z innej planety chciał zrozumieć i przeprowadzić zwięzłą syntezę tego zjawiska, prawdopodobnie zakończyłby konkluzją ''mieszkańcy kraju położonego między morzem a górami dzielą się wyraźnie na dwie przeciwne grupy: jedna z nich wymyśla jak skomplikować życie, a druga z kolei nie pozostaje dłużna, kombinując jak mimo wszystko postawić na swoim''.
Są programy i ''programy'', stworzone przez programistów i ''programistów''.
Temat poruszany w niniejszym felietonie może wydać się nieco śmieszny i niedorzeczny, ale mimo wszystko jest najprawdziwszy i niestety traktowany przez pewne grupy pracowników naukowych niezwykle poważnie.
Problem z systemowym środowiskiem graficznym zaczął od paru lat doskwierać użytkownikom, a to z powodu rozrastania się oferowanych możliwości, choćby wspomnieć o udostępnianiu plików i drukarek w sieci lokalnej. Ktoś zmieni hasło dostępu lub mapowanie dysków i zamiast wspólnych dokumentów, które pani X z panią Y opracowywały sobie w edytorze, widać tylko jakieś pliki *.XLS.
Wprowadzanie zmian nie idzie w parze z ludzkim przywiązaniem do stabilizacji. Ujmując problem inaczej: zmiany mogą być przyjmowane obojętnie, jeżeli nie dotyczą zainteresowanych, lub entuzjastycznie, jeżeli przynoszą im wymierne korzyści.
Pamiętam, gdy kilka lat temu prowadziliśmy w gronie programistów dyskusje na temat dochodów i wyposażenia w sprzęt. Wnioski były jednoznaczne i niezbyt budujące: doszliśmy do wspólnego stanowiska, że programiści zarabiają niewiele w porównaniu do wykonywanej pracy, czego bezpośrednim skutkiem miały być także niedostatki w posiadanym sprzęcie komputerowym.
Innowacje techniczne mają jedną, podstawową cechę: w pewnym momencie, po uzyskaniu dojrzałości technologicznej powinny być wdrożone.
Ustawa o zamówieniach publicznych miała w zamyśle ustrzec przed marnotrawieniem państwowych pieniędzy. Niestety, jak to w życiu, nie przewidziano wielu szczegółowych sytuacji i wyjątków, w przypadku których ustawa, miast przeciwdziałać podejrzanym procederom, sprzyja wyrzucaniu pieniędzy w błoto. Oczywiście, najlepiej uwidocznia się to na kanwie informatyki, jak zwykle predestynowanej do roli lidera materii trudno pojmowalnej, nietypowej i nie poddającej się procedurom urzędniczym.
Wprowadzenie ograniczeń ilościowo-czasowych w stosunku do prywatnego przywozu alkoholu do Polski zaowocowało sporami nad metodami kontroli przestrzegania niniejszych przepisów.
W prowadzenie ustawy o zamówieniach publicznych miało na celu wyeliminowanie często występujących do tej pory zjawisk ''zaprzyjaźniania się'' pracowników sektora państwowego z firmami świadczącymi na rzecz ich zakładów pracy.
Gdy w latach 1994-95 brałem udział w pracach nad wyborem zintegrowanego systemu bibliotecznego w ramach Konsorcjum Instytucji Akademickich i Naukowych Górnego Śląska (14 największych jednostek w regionie), nasz wewnętrzny dokument dotyczący wstępnych wymagań dla systemu zajmował ok. 12 stron, przy szacowanej wartości kontraktu na ok. 2-3 mln USD.
Jako posiadacz konta osobistego w banku PKO BP, jestem stałym klientem jednego z oddziałów. Obserwuję od lat jego funkcjonowanie i rozwój oraz towarzyszące temu zmiany aranżacji wnętrz.
Blokada komunikacyjna Francji pokazała, jak kruche są podstawy kooperatywnego systemu w krajach Unii Europejskiej. Trasy, wiodące przez ten kraj, skutecznie zablokowane przez kierowców ciężarówek, uniemożliwiły lub znacznie utrudniły działania logistyczne wielu przewoźników, w wyniku czego liczne przedsiębiorstwa nie otrzymały na czas niezbędnych surowców i półproduktów, a firmy handlowe towarów.

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88