Wedle informacji, które czytałem, w Internecie są całe sieci komputerów, które mają zainstalowane oprogramowanie typu backdoor, pozwalające w każdej chwili hakerowi uruchomić dowolne oprogramowanie. Mogą być one użyte do ataku DDoS, wielkoskalowej wysyłki spamu, rozproszonego łamania haseł do serwisów, przechowywania plików dystrybuowanych w sieciach peer-to-peer albo innych zadań. Realnie patrząc, pozostają we władzy hakera, który może zrobić z nimi co mu się podoba.
Seria wyłudzeń numerów kart kredytowych za pomocą mechanizmu zwanego phishing każe jeszcze raz postawić pytanie na temat bezpieczeństwa w Internecie. Na sieciowych forach dyskusyjnych można przeczytać z jednej strony utyskiwania na błędy w przeglądarkach internetowych, które ułatwiają oszustom zwodzenie użytkowników. Z drugiej strony - osoby obyte z technologią nie mogą się nadziwić, że ktoś może być tak naiwny, by podawać tak istotne informacje bez żadnej weryfikacji źródła.
Legendy informatyki mówią, że w czasach króla Świeczka (tj. gdy dominującymi językami były COBOL, BCPL i Fortran) wydajność programistów mierzono tysiącami linii kodu. Miara ta miała nawet swojską nazwę: KLOC. Ktoś, kto produkował np. 3 KLOC-e dziennie, był trzy razy lepszy od tego, kto produkował 1. Świat był piękny, chciałoby się powiedzieć. Może nawet trochę tęsknię za tymi czasami - pod warunkiem wszakże, że byłbym wówczas menedżerem, a nie programistą.
Zacznę od cytatu: ''W miarę jak zwiększa się złożoność systemu, coraz trudniejsze, aż w końcu niemożliwe staje się dokładne przewidzenie jego zachowania''. Myślę, że z tym stwierdzeniem zgodzi się każdy informatyk, który stworzył w życiu coś większego niż mała instalacja lub prosty program. Autorem tego stwierdzenia nie jest jednak informatyk, a amerykański matematyk irańskiego pochodzenia - Lotfi A. Zadeh. Rozwinął on prace lwowskiego naukowca, Jana Łukasiewicza, tworząc logikę rozmytą (fuzzy logic).
Jeżeli jest rzecz w informatyce, z której się bardzo, bardzo cieszę, to z uwagi poświęcanej szeroko pojętej jakości. Można powiedzieć wręcz, że jakość stała się jednym z najczęściej pojawiających się tematów na konferencjach, w publikacjach, a także w dyskusjach. Wszyscy na gwałt uczą się terminów, takich jak ISO, ITIL, CMM, MTBF, SLA itd. Dziś już nie wystarczy klientowi dostarczyć produkt, który zamówił - produkt musi być odpowiedniej jakości, najlepiej wymierzonej konkretnymi parametrami.
Ostatnio prasa przyniosła informacje o nieprawidłowościach stwierdzonych przy przetargu na system CEPiK. Niegospodarność (a może i korupcję) zarzucono pracownikom MSWiA oraz firmy Infovide. Obwinieni bronią się, media wietrzą aferę, a opinia publiczna jest przede wszystkim zmęczona.
Karierę robi ostatnio w świecie informatyki słowo agile, którego dosłowne tłumaczenie brzmi ''zwinny'', zaś w kontekście inżynierii oprogramowania oraz projektów częściej używa się określenia ''lekki'' albo ''adaptacyjny''. Kilka lat temu mówiło się jedynie o XP jako o alternatywie dla typowej inżynierii oprogramowania, obfitującej w standardy, dokumentacje, zapisy, kontrakty, kontrole i przeglądy. Potem przyszło do modelowania ''na lekko'', czyli analizy i projektowania ukierunkowanego na produkt i wartość dla klienta, bez dbałości o formalizm notacji czy szczegółowe definicje procesów lub interfejsów.
Mam smutną satysfakcję. Debiutowałem jako felietonista w roku 1999 tekstem Wesela i pogrzeb, w którym przewidywałem, że fala przejęć i fuzji jest początkiem końca epoki pionierskiej w informatyce i sygnałem per saldo niekorzystnym. ozwolę sobie zacytować fragment tamtego felietonu: ''Twórczy żywioł zastąpi deterministyczna machina korporacji, pobudzające wyobraźnię, nowatorskie rozwiązania - precyzyjne kampanie marketingowe. Zamiast rewolucji technologicznych zobaczymy te same schematy, obracane na wszystkie sposoby i odgrzewane po raz piąty. Ach, i byłbym zapomniał - do cen zostanie dodane jedno zero''.
Dostaję ostatnio od różnych znajomych i firm przedmiot, który po polsku kiedyś nazywał się "kalendarz osobisty", a teraz mówi się na to z angielska organizer. Zastanawiałem się, skąd wysyp akurat takich a nie innych prezentów, aż wreszcie oświeciła mnie znajoma, pracująca dla agencji marketingowej. Wyjaśniła, że jest to aktualnie jeden z najtańszych przedmiotów o charakterze reklamowym. Jej zdaniem, ten gwałtowny spadek cen wynika z faktu, że gwałtownie spadł popyt na takie kalendarze. Są nieprawdopodobnie tanie i dlatego pewnie chętnie kupowane są jako prezent.
Ilekroć mówimy o informatyce, do głowy przychodzą nam takie wyrażenia jak postęp techniczny, innowacja, wdrożenie, nowa jakość. Dziś chciałbym powiedzieć więcej o niewdzięcznej, niemniej ważnej dziedzinie, jaką jest podtrzymanie funkcjonowania. Ten felieton poświęcony jest pogromcom entropii.
O mało go nie przejechałem, kiedy podczas zadymki śnieżnej wyskoczył na środek drogi. Odruchowo nacisnąłem hamulec i tylko sprawne ABS-y ocaliły mnie od zderzenia. Zakląłem siarczyście, a on zbliżył się do drzwi od pasażera. Był wysoki, lekko otyły i bardzo, bardzo stary. Na głowie nosił niemodną czapkę, spod której widać było błyszczące oczy i posklejaną od wilgoci brodę. Uchyliłem szybę, robiąc szczelinę w sam raz, żeby go dobrze słyszeć, ale by nie mógł włożyć ręki i otworzyć drzwi od środka.
Informatyka to taka dziwna dziedzina, w której im więcej się wie, tym bardziej fundamentalne pytania stawia sobie człowiek i tym mniej pewien jest swojej wiedzy. Weźmy najbardziej oczywistą definicję: ''Komputer to urządzenie, na którym można uruchamiać programy'' i rozbierzmy ją z zapałem dekonstrukcjonisty na czynniki pierwsze.
Mam pewną teorię na temat środowiska informatyków, którą roboczo nazwę prawem jednego stopnia swobody. Twierdzę otóż, że w tzw. branży informatycznej każdy dla każdego jest, był lub będzie kolegą z pracy, szefem, podwładnym, klientem albo dostawcą.
O mało nie spadłem z krzesła, kiedy przeczytałem artykuł ''Prestiżowa pokojowa'' zamieszczony w tygodniku Polityka. Artykułowi towarzyszy tabelka prestiżu społecznego zawodów. Na bardzo wysokim, szóstym miejscu znalazł się tam zawód określony jako informatyk - analityk komputerowy.
Prasa codzienna i tygodniki pełne są aktualnie spekulacji, czy tzw. III Rzeczpospolita już się zużyła i należy ją rozmontować i powołać w to miejsce coś całkiem innego, podobno lepszego. Swoje zdanie wypowiadają wszyscy - politycy, politolodzy, dziennikarze i Bóg jeden wie, kto jeszcze.
To, co jest najbardziej fascynujące w informatyce, to fakt, że w tak niecodzienny sposób łączy wynalazki amatorów z efektami badań zespołów naukowych. Produkty projektów badawczych finansowanych przez ogromne środki z przemysłu bądź z wojska na równych prawach współegzystują z wynalazkami przypadkowymi, dokonanymi niejako ''przy okazji''.

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88