Kiedy nadejdzie przyszłość?

Przewidywanie przyszłości jest cudowne. Stymulowany twórczością filmów wymyślać dowolne scenariusze, nie martwiąc się o konsekwencje; nawet jeśli nie spełnią się za życia, to i tak można powiedzieć na moim pogrzebie: „Był wizjonerem, który wyprzedzał swój czas”.

Czy na pewno? Był w latach 60. XX wieku serial animowany „The Jetsons”. Akcja rozgrywa się w roku 2062. Wszystko jest zautomatyzowane, roboty obsługują człowieka i jego sielankowo-plastikowy świat. Jednym z bohaterów jest robot Rosie – niania, swobodnie rozmawiająca ze swoimi właścicielami i wykonująca za nich sporo czynności. Są też inne sztuczne osoby, technologie ułatwiające życie i oszczędzające czas. W roku 2017 widać, że scenarzyści nie przewidzieli, jak bardzo pomylą się w prognozach. Plastikowy, sztuczny świat mamy już dziś. Mamy też technologie i jej zastosowania, o których nie śniło się w połowie ubiegłego wieku. Wykonaliśmy skok w przyszłość i tego nie zauważyliśmy.

Rozmawiamy z robotami i choć one jeszcze nie wszystko rozumieją w lot, to idzie im coraz sprawniej. Siri, Echo, Home i Cortana prześcigają się, żeby wypełniać nasze polecenia. Nie mają jeszcze postaci podobnej do człowieka. Były próby stworzenia robotów może niezbyt podobnych do ludzi, ale za to od nas silniejszych, sprawniejszych, wytrzymalszych. Udało się, choć nie do końca: firma Boston Dynamics zasłynęła jako producent całkiem udanych prototypów robotów wojskowych, ale krótki to był zryw, bo wkrótce skończyły się pieniądze i koncepcja rozwoju. Google (właściciel) sprzedał firmę potentatowi w robotycznym świecie, czyli japońskiemu Softbankowi. Tylko patrzeć, jak roboty zostaną wyposażone w inteligencję pozwalającą rozumieć kontekst wypowiedzi, zapewnić rozrywkę i oszczędzić nam pracy. Zresztą głos prawdopodobnie jest naszym interfejsem do świata przyszłości. Nowoczesne domy, zwane inteligentnymi, są coraz częściej sterowane ludzkim głosem. Jest jak na filmach: mówisz: „światło” i staje się jasno, „cieplej” i kominek przyjemnie huczy, „zamknij” i jesteś w odizolowanej twierdzy. Same domy już nie są z cegły. Technologia drukowania budynków jeszcze raczkuje, ale już dziś można wydrukować 40-metrowy domek, który wraz z podstawowym wyposażeniem kosztuje ok. 10 000 USD. Chińczycy zaś drukują domy wielorodzinne. XX-wieczne marzenie, by zlikwidować bezdomność, realizuje się na naszych oczach. Za parę lat każdy będzie mieszkać w pałacu. Że zabraknie miejsca? Niekoniecznie, bo zwolnią się pastwiska, dziś zajmowane przez hodowle krów, nieprzyjazne ponoć środowisku. Przecież można już wyprodukować mięso in vitro.

Zobacz również:

Najedzeni ekologicznie odpowiedzialnym stekiem będziemy jeździć autonomicznymi samochodami. Już dziś w niektórych stanach USA i w krajach Beneluksu w Europie jeżdżą testowo samodzielne ciężarówki. Za kilka lat pewnie polecimy autonomicznymi dronami pasażerskimi, a może i samolotami. Przyszłość nadchodzi nie tylko w chmurach. Po polach jeżdżą już koncepcyjne prototypy autonomicznych traktorów. Ciche, oszczędne, dokładne. Raczej nie wjadą w płot sąsiada, bo wykorzystują sieć RTK, czyli superdokładny system nawigacji GPS. Po co mielibyśmy porzucić dzisiejszą technologię spalinową i oszczędzić klimat ziemi? Nie z pobudek etycznych, o nie. Ze zwykłego wyrachowania. Jeden z ostatnich modeli samochodów z napędem elektrycznym przejeżdża na jednym ładowaniu ok. 300 mil, a ładowanie to trwa… 9 minut. Nie wiadomo tylko, czy będziemy jeszcze chcieli gdzieś jeździć. Skoro wirtualna rzeczywistość z gier coraz bardziej przypomina filmy z grą awatarów nie do odróżnienia od zwykłych ludzi, to może będziemy częściej siedzieć w domu i podziwiać piękno świata w okularach VR? Autonomiczne lodówki zamówią jedzenie i picie, chociaż nie wiadomo, czy bardziej będziemy potrzebowali bagietki z kieliszkiem Bordeaux czy raczej zasilania bateryjnego do sztucznych nóg, rąk, oczu i uszu. I one też już dziś istnieją...

Mógłbym wymieniać jeszcze długo dowody, że to, co futuryści przewidzieli za wiele lat, spełnia się dziś. Skoro wszystko już jest, to przyszłość nie nadejdzie. Już w niej jesteśmy. Hurra! Niekoniecznie. O czym teraz będziemy marzyć?