Jak zarobić na reklamach (ale naprawdę)?

Też należysz do tych, co narzekają na „wszechobecne reklamy”, „permanentną inwigilację” i „w obecnym świecie nie ma nic za darmo”? Przygotuj się na zmianę, która zrobi z Ciebie ze zrzędy akolitę nowego porządku reklamowego świata.

Dziś jest tak, że reklamy faktycznie docierają do nas z każdej strony. Nie tylko w internecie, telewizji, prasie czy kinie, ale także w aplikacjach mobilnych czy informatycznych serwisach abonamentowych. Nie jest to sytuacja komfortowa dla odbiorców, ale i reklamodawcy powoli zbliżają się do ściany: konsumenci są coraz bardziej ślepi na reklamy i – choć nie zdarzy się to zapewne w najbliższej przyszłości – mogą one stracić moc namawiania klientów do zakupów.

Kto dziś korzysta na reklamach? Sprzedawcy, bo – w co wierzy branża – sprzedają swoje produkty skutecznie. Media – bo reklamowanie się kosztuje. Klienci? Tracą nie dość, że płaca swoim czasem za oglądanie reklam, to jeszcze nie mają pewności, że dociera do nich prawda. Sytuacja reklamodawców też nie jest różowa. Reklamy jest tak dużo, a inteligentne adblocki na tyle skuteczne, że coraz mniej ludzi świadomie ją ogląda. Przynajmniej tak twierdzą. Do tego część klientów jest zdania, że agencje reklamowe i domy mediowe nie zawsze są w 100% skuteczne i że ma pewności, że żadna część budżetu nie jest – oględnie mówiąc – marnowana. Nikt nie jest szczęśliwy.

Zobacz również:

  • Ja, czyli własna marka osobista

A gdyby tak odwrócić sytuację?

Skoro reklamodawcy chcą, żeby reklamy były oglądane, to niech zapłacą za to… widzom!

Zacznijmy od podziału budżetu. Pieniądze dotąd dostawała agencja, dom mediowy i media, które reklamę emitowały. Ale dziś agencję mogą zastąpić influencerzy – blogerzy, vlogrzy, youtuberzy, dom mediowy – automatyczne systemy reklamowe Google, Facebooka itp. Jak sprawić, żeby klienci sami chcieli oglądać reklamy? Wystarczy im za to zapłacić! Nie wierzycie, że ktoś może chcieć oglądać reklamę, jeśli zapłacicie mu za to znikomą część grosza? No to popatrzcie na programy lojalnościowe na stacjach benzynowych. Żeby dostać upominek, trzeba tankować setki hektolitrów z reguły droższych paliw. Nagrody wartościowe to setki tysięcy litrów paliwa. A jednak kupują. Da się? Da się!

No więc to będzie wyglądać tak: zanim wejdziesz na ulubione strony, z własnej woli wyklikasz tyle reklam, ile dasz radę. Będziesz dokładnie zapamiętywać ich treść, żeby zdać test na koniec. Za to dostaniesz dodatkowe kilka groszy.

Niemożliwe? Reklamodawcy zrobią naprawdę sporo, żeby pokonać „ślepotę na reklamy”.

A po co cały ten wywód w „Computerworldzie”, bądź co bądź piśmie nieco odległym od branży reklamowej? No cóż, jeśli ktoś ma głowę na karku, to już dziś zacznie projektować system do zarządzania mikropłatnościami dla paru miliardów zjadaczy reklam. Powodzenia!