Płacz nad rozlaną książką
W jednym z tzw. poprzednich żyć zajmowałem się oprogramowaniem dla bibliotek. To już zamierzchła przeszłość, ale przyznam, że od tego czasu mam sentyment do tej branży: poznałem wtedy wielu ciekawych ludzi i zetknąłem się z wieloma problemami wielkoskalowego, rozproszonego przetwarzania informacji.
W jednym z tzw. poprzednich żyć zajmowałem się oprogramowaniem dla bibliotek. To już zamierzchła przeszłość, ale przyznam, że od tego czasu mam sentyment do tej branży: poznałem wtedy wielu ciekawych ludzi i zetknąłem się z wieloma problemami wielkoskalowego, rozproszonego przetwarzania informacji.
Z tym większą przykrością patrzę na to, jak biblioteki stopniowo zamierają. Niezdolne do przedefiniowania swojej roli w społeczeństwie informacyjnym, stają się szarym i pustym magazynem papieru, przytuliskiem moli książkowych, zamiast osiedlowym, gminnym lub szkolnym centrum informacji i wiedzy.
Tymczasem nikt lepiej niż one nie był przygotowany do ery informacji. Miały wszystko: umiejętność kategoryzowania i wyszukiwania informacji, kontakt z najbardziej otwartą na nowinki społecznością: uczniami i studentami; miały zasoby informacyjne; miały sieć placówek na osiedlach i w małych miasteczkach (czyli blisko ludzi); miały pieniądze na inwestycje w sprzęt komputerowy. Pierwsze łącza internetowe w oddalonych od centrów miejscowościach dochodziły właśnie do szkół i bibliotek. Wszystko na nic.
Dlaczego? Moim zdaniem dlatego, że zadziałał mechanizm "blokady psychicznej", pracowicie wyrabiany przez polską (i nie tylko) szkołę wśród tzw. "humanistów". Brak elementarnego przygotowania do obsługi urządzeń komputerowych i zasobów informacji elektronicznej sprawił, że bibliotekarze zwyczajnie nie potrafili przedefiniować obiektu swojego zainteresowania z rzeczywistej, dotykalnej "książki" na bardziej abstrakcyjną "informację". W efekcie, rewolucja informatyczna w bibliotekach sprowadziła się do mniej lub bardziej udanej komputeryzacji istniejącego modelu, nie zaś zmiany całej funkcji biblioteki.
A tymczasem mogło być zupełnie inaczej. Biblioteki mogły stać się osiedlowymi czy gminnymi centrami wiedzy. Wystarczyło, żeby bardziej aktywnie i twórczo skorzystały z możliwości, jakie oferowały technologie informacyjne. Wystarczyło, by znalazły takie formy kontaktu z młodymi ludźmi, by w gry komputerowe grali nie w domach, a w towarzystwie innych dzieciaków, w gminnej bibliotece. I by po 27 zatopionym statku w "Silent Hunter" bibliotekarz podszedł i powiedział: "popatrz, o łodziach podwodnych można się więcej dowiedzieć z Wikipedii", a potem pokazał, co i jak. Wymagałoby tylko wyjścia poza myślowe i organizacyjne schematy.
Słowem, to nie Internet czy cięcia budżetowe, ale bierność i luki w wykształceniu bibliotekarzy spowodowane przez "humistyczny model edukacji" przesądziły o tym, że biblioteki dzisiaj umierają. I chociaż robią to na własne życzenie, to - mimo wszystko - żałuję
Oceń artykuł
Komentarze (0)
Najpopularniejsze
- Ministerstwo Cyfryzacji ma już swoją...
- Microsoft: Kinect dla Windows jeszcze w tym...
- Jakie skutki będzie miało wprowadzenie ACTA
- 5 zmian, które mogą zaważyć na...
- Boni powołał członków Rady Informatyzacji
- Koniec ery nieograniczonego dostępu do...
- Kolejne aresztowania w związku z aferą w...
- ATCA zostało wdrożone w sieci 3G Polkomtela...
- Rejestr Usług Medycznych, czyli największa...
- Nokia w trzy miesiące straciła miliard euro
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88





