Pomniki nieznajomym

3 czerwiec 2008
Kuba Tatarkiewicz
W rozreklamowanej książce Jamesa Surowieckiego "The Wisdom of Crowds" (1) znalazłem ciekawy cytat: "People sign on to Kazaa (książka napisana w roku 2004, przyp. KT) and upload songs for others to download, even though they reap no benefit from sharing these songs and doing so means letting strangers have access to their computers. These are all, in the strict sense, irrational things to do." Święte słowa, chciałoby się rzecz. Wszystko zależy jednak od tego, co rozumiemy przez "racjonalne" zachowania. Czytając w GW (2) wypowiedzi forumowiczów nt. rozpowszechniania muzyki w Internecie, mam wątpliwości, czy aby my wszyscy działamy racjonalnie.


Zacznijmy od twórców. Zwolennicy darmowego rozpowszechniania swoich własnych utworów mogą to zrobić w epoce Internetu bez żadnych przeszkód. I czasami robią. Jednakże zdecydowana większość zawodowych muzyków ma podpisane umowy z wydawcami. Podobnie autorzy książek. Także producenci filmowi mają umowy z dystrybutorami. Dopóki wszyscy oni powierzają los swoich utworów komuś innemu, dopóty rezygnują ze ścieżki rozdawnictwa. Albowiem nikt zdrowy na umyśle nie będzie lansował cudzego utworu za darmo, inwestując jeszcze w ten proces sporo pieniędzy. Biorąc pod uwagę niskie honoraria i tantiemy oraz skalę kradzieży, należy zastanowić się, ile racjonalizmu jest w postępowaniu autorów. Jako były autor mogę powiedzieć, że niewiele. Gdybym mógł cofnąć czas, to nie wiem, czy zdecydowałbym się na ponowne robienie tzw. polskich ogonków. Myślę, że znacznie lepiej wyszedłbym, gdybym zamiast o legalną stronę działalności dbał o prostą maksymalizację zysków. Szczególnie biorąc pod uwagę niesprawność systemu prawnego w naszym kraju.

Natomiast naprawdę irracjonalnie postępują wszyscy ci, którzy kupują płyty CD z muzyką oraz DVD z filmami i potem kopiują je do sieci. Także tłumacze list dialogowych oraz ludzie dający innym skopiować oprogramowanie. Za swoją bardzo obywatelską postawę nie otrzymują żadnej rekompensaty: ani materialnej, ani nawet ambicjonalnej, bo nikt nigdy nie dowie się, kto umieścił na sieci piosenkę, film albo numery seryjne. Jest to działalność prospołeczna innego rodzaju niż na przykład przeprowadzanie staruszek przez jezdnię albo pomoc inwalidzie przy wchodzeniu do autobusu. A jednak miliony ludzi na całym świecie decydują się na takie zachowania altruistyczne. Powiedziałbym, że mamy nadspodziewanie wielu dobroczyńców ludzkości.

Wszyscy, którzy korzystają z dobroczynności, zamiast podziękować wylewnie, wypisując pochwały i panegiryki, zajmują się głównie biciem piany nt. definicji kradzieży, wolności kultury oraz użalają się nad swoim losem, tj. nad swoimi niskimi zarobkami w stosunku do innych, co uniemożliwia im zakup utworów. Myślę, że pora już skończyć z irracjonalną dwulicowością. Powiedzmy sobie szczerze, że bez prospołecznych złodziei nie mielibyśmy nic do kopiowania "na własny użytek". Obok (kilku) pomników autorów, którzy zdecydowali się rozdawać swoje utwory za darmo, należy postawić (liczne) pomniki wielkim nieznajomym, którzy w pocie czoła skopiowali po raz pierwszy całe albumy muzyczne lub całe filmy, łącznie ze zwiastunami, a potem załadowali je na serwery albo udostępnili w sieciach P2P. Dzięki nim kultura XXI wielu może rozwijać się bez przeszkód.

Szkoda, że prawdziwi dobroczyńcy ludzkości pozostają anonimowi.

(1) www.amazon.com/Wisdom-Crowds-James-Surowiecki/dp/0385721706/ref=pd_bbs_sr_1?ie=UTF8&s=books&qid=1209065677&sr=8-1
(2) www.gazetawyborcza.pl/1,75248,5153949.html

Oceń artykuł

średnio: liczba ocen:

Komentarze

Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Nemo

  • ocena: 5
  • IP: 83.31.65.192
  • 04-06-2008, 20:55

Też tak na to patrzę. Jestem pewien podziwu dla gości, którym chce się nie tylko skopiować kilkanaście czy kilkadziesiąt płyt, ale potem do każdego utowu dopisywać tagi z nazwą wykonawcy, nazwą albumu, tytułem utworu, nazwą gatunku itd. Nigdy nie założyłem i pewnie nie założę żadnej domowej bazy danych, bo nie chce mi się przepisywać danych tego rodzaju.
Jednym słowem czapki z głów Panowie, przed internetowymi mrówkami!

Whitepaper Connect

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88