Ambitny projekt reformy w systemie edukacji przygotowany przez minister szkolnictwa wyższego i nauki powinien pójść jeszcze dalej.
Główna energia środowiska poszła w kierunku dydaktyki. Nie pozostało to bez wpływu na liczbę i jakość prowadzonych badań naukowych, a w rezultacie na jakość kształcenia - mówi prof. Wojciech CellaryEkademicki świat ucieka nam coraz szybciej. Wśród pierwszych 500 najlepszych światowych uczelni znalazły się tylko dwie polskie szkoły wyższe - Uniwersytet Jagielloński na 321. miejscu i Uniwersytet Warszawski, który plasuje się pod koniec czwartej setki (398). Oczywiście tego typu rankingi nigdy nie będą w pełni miarodajne. "Pamiętajmy o tym, że osławione MIT ma 10 tys. studentów. Szwajcarskie uczelnie, które tradycyjnie zajmują wysokie miejsca we wszelkiego rodzaju rankingach są nawet jeszcze mniejsze. Nie mam wątpliwości, że gdyby polskie szkoły wydzieliły najlepsze wydziały czy instytuty, mogłyby one znaleźć się w pierwszej setce tego typu rankingu" - mówi prof. Krzysztof Zieliński, z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Elektroniki krakowskiej AGH, jeden z patronów inicjatywy "Uniwersytet Ernst & Young", skierowanej do studentów wiodących polskich uczelni ekonomicznych i informatycznych. Tego typu zestawienia dobrze jednak ilustrują dystans, jaki dzieli "polską średnią" od światowej czołówki.
Niedokończona rewolucja
Pomysły na zmiany mieli niemal wszyscy ministrowie odpowiedzialni za szkolnictwo wyższe od 1989 r. Najnowszy projekt, przygotowany przez prof. Barbarę Kudrycką zakłada m.in. zróżnicowania metod finansowania uczelni, w zależności od jakości kształcenia, a niezależnie od ich publicznego lub niepublicznego statusu, stworzenie mechanizmów promocji kierunków kształcenia atrakcyjnych z punktu widzenia gospodarki, wreszcie likwidację stopnia naukowego doktora habilitowanego i zastąpienie go uprawnieniami promotorskimi, przyznawanymi przez jednostkę centralną.
To najambitniejszy projekt zmian spośród wszystkich przygotowanych w ostatnich kilkunastu latach. Ostatnie dwudziestolecie to czas prawdziwej rewolucji. Liczba studentów wzrosła w tym czasie prawie pięciokrotnie (z 404 tys. w roku akademickim 1989/90 do 1859 tys. w latach 2003/04). Na polskich uczelniach studiuje ponad 55% osób z grupy wiekowej 19-24 lata. Prawie pięciokrotnie wzrosła w tym czasie liczba uczelni, z których dużą część stanowią szkoły niepubliczne.
Niestety te zjawiska miały też negatywne skutki. "Główna energia środowiska poszła w kierunku dydaktyki" - mówi prof. Wojciech Cellary, kierownik Katedry Technologii Informacyjnych Wydziału Informatyki i Gospodarki Elektronicznej Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, patronującej edukacyjnej inicjatywie Ernst & Young. Nie pozostało to bez wpływu na liczbę i jakość prowadzonych badań naukowych, a w rezultacie na jakość kształcenia. "Tymczasem jeśli ktoś nie prowadzi badań naukowych, przestaje nadążać za postępem" - dodaje.
O właśnie projekty badawcze pozwalają na rozwój samodzielnej kadry naukowej i są źródłem innowacji wykorzystywanych potem w gospodarce. Stanowią fundament trwałej współpracy pomiędzy akademikami i biznesem, która skutkuje lepszym dopasowaniem procesu kształcenia do wyzwań dzisiejszej gospodarki. Niewielki zakres tej współpracy doprowadził do silnej rozbieżności pomiędzy wymaganiami nowoczesnej gospodarki a strukturą szkolnictwa wyższego. Co roku polskie uczelnie wypuszczają tysiące pedagogów, specjalistów ds. zarządzania i marketingu, tymczasem na rynku pracy coraz bardziej widoczny staje się niedostatek inżynierów i specjalistów z zakresu nauk ścisłych.
Dodatkowo brak dofinansowania szkolnictwa wyższego doprowadził do powstania kadrowej luki pokoleniowej na wyższych uczelniach, zwłaszcza wśród młodszej kadry naukowej, która odpowiada za codzienny rozwój studentów.
Nowe środki
Wprowadzenie w życie postulatów minister Barbary Kudryckiej może oznaczać nowy impuls rozwoju dla najlepszych uczelni. "Zniesienie habilitacji może nieco odświeżyć środowiska naukowe na uczelniach" - mówi prof. Antoni Wiliński z Wydziału Informatyki Politechniki Szczecińskiej, patron inicjatywy "Uniwersytet Ernst & Young". Reforma systemu szkolnictwa wyższego powinna jednak iść parę kroków dalej. Na poziomie ogólnym uczelnie powinny skupić się na rozwoju wśród studentów kompetencji wymaganych przez nowoczesną gospodarkę. "Polska nauka za bardzo skupia się na ścisłej specjalizacji" - uważa prof. Wojciech Cellary. Powinno się promować najbardziej innowacyjne kadry i ośrodki naukowe, a także szerszą współpracę pomiędzy szkołami wyższymi i biznesem.
Przeobrażenia muszą także pomóc w rozwiązaniu problemów młodszej kadry naukowej. W sytuacji gdy stypendium doktoranckie rzadko przekracza 1000 złotych, i nawet z dodatkowymi środkami zdobywanymi np. dzięki grantom naukowym uczelni, nie wystarcza na utrzymanie w dużym mieście, dla usprawnienia systemu edukacji potrzebny jest nowy system wynagrodzeń i gratyfikacji dla kontynuujących karierę naukową. Prawdziwa rewolucja w systemie oświaty musi więc oznaczać zmiany w systemie finansowania uczelni. Takie, które pomogą w promowaniu najlepszych ośrodków akademickich, nie zamykając równocześnie uczelni przed gorzej usytuowanymi.
Komentarze
Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
- ocena:
brak oceny
- IP: 194.238.48.90
- 30-05-2008, 10:11
Czy juz wiadomo jaka firma zajmie sie dostarczaniem laptopow oraz softwareu?
- ocena:
brak oceny
- IP: 83.13.74.101
- 29-05-2008, 10:52
Może w końcu panowie profesorowie przestaną wypowiadać się n/t reform szkolnictwa wyższego. To tak jakby robić ankietę wśród książąt czy znieść feudalizm. A na polskich uczelniach jest FEUDALIZM i to jest podstawowy problem.
Niech mi panowie profesorowie nie wciskają ciemnoty, że w informatyce w Polsce mają osiągnięcia naukowe, bo to jest PSEUDONAUKA. Wiem bo pracowałem 15 lat. Wiem jaka chora kasa szła na zabawki dla panów profesorów i docentów, których poziom był żenujący. Znam osobiście panów którzy się tutaj wypowiadają i pamiętam jakie brednie na pseudokonferencjach pletli.
Na świecie są przecież sprawdzone wzorce. Pieniądze na badania z budżetu dostają tylko WYBITNE PLACÓWKI, liderzy. Pozostałe żyją z usług specjalistycznych. Misją społeczną uczelni jest kształcenie studentów i państwowe pieniądze zaoszczędzone na pseudobadaniach powinny iść na polepszenie kształcenia.
Może ktoś w końcu podniesie kwestię likwidacji dożywotnich przywilejów profesorów. Dlaczego nie ma u nas konkursów i kontraktów.
Może w końcu ktoś zauważy że ten od głowy chory system trzeba zburzyć i zbudować wg normalnych zachodnich standardów. I może ktoś w końcu przestanie pytać się o zdanie tych którzy przyrośli do koryta.
- ocena:
brak oceny
- IP: 212.160.172.70
- 28-05-2008, 09:49
Nie widzę potrzeby dofinansowania uczelni prywatnych. To są firmy, które powinny zarobić na siebie. Im lepsza jakość kształcenia tym większe czesne.
Natomiast podoba mi się pomysł zróżnicowania dotacji do uczelni publicznych w zależności od jakości. Pytanie tylko jak to mierzyć?