(Strona 2 z 2)
Zimny obiad
Także działy marketingu fim softwarowych liczą na to, że informatyczny decydent wywodzi się raczej z pionu ekonomicznego niż technicznego, jest raczej finansistą niż inżynierem - zapewne po stosownych szkoleniach, na których pokazano mu, bez szerszych komentarzy, szereg prezentacji z hasłami typu: "procesor RISC jest lepszy niż CISC", "najnowocześniejsze są obiektowe bazy danych" czy "kupuj systemy klasy SOA/ERP a nie MRP". Po tym wystarczy już tylko zaprojektować odpowiednie "nalepki" dla nowoczesnych towarów.
Kiedy nastała moda na epatowanie użytkownika obiektowością w bazach danych, zdarzyło mi się trafić na materiały reklamowe typowej relacyjnej bazy danych, której producent zapewniał, że mamy do czynienia z obiektową bazą danych, ponieważ "operuje ona obiektami, takimi jak np. tabele". No cóż, na tej zasadzie można by było "udowodnić", że obiektowa jest baza danych... bez bazy danych, tzn. zwykły, nieuporządkowany plik o dostępie sekwencyjnym, zawierający nieindeksowane obiekty.
Pozostańmy jeszcze chwilę przy kulinarnej metaforyce, ilustrując niewykorzystane możliwości oprogramowania przykładem firmy logistycznej, która zamierza zoptymalizować planowanie dostaw, kupując system robiący to automatycznie, a później pozostaje jednak przy dotychczasowym planowaniu "ręcznym" z powodu braku możliwości wdrożenia. Mamy tu do czynienia z klientem, który zamawia w restauracji więcej niż jest w stanie skonsumować. Jasne, że taki obiad stanie się z czasem zimny i może nawet trzeba będzie to menu zamówić raz jeszcze, płacąc dodatkowo.
Zasadnym w tym kontekście jest pytanie: czy owa firma nie wiedziała, jakie środki będą potrzebne do automatycznego planowania transportu? Wiedziała, ale zbyt optymistycznie podeszła do organizacji projektu, na zasadzie: "wdrażamy, co mamy, a potem się zobaczy", licząc na to, że już tylko przygotowanie części odpowiednich danych (np. geolokalizacje, okienka dostaw poszczególnych klientów) podniesie produktywność logistyki. Tymczasem pełny efekt występuje dopiero przy uruchomieniu platformy telematycznej, obejmującej dostęp do specjalizowanego serwera wraz z przekaźnikami na samochodach dostawczych. Z tego modułu postanowiono "na początku" zrezygnować. Przyczyny, jak zwykle, podobne: presja czasowo-kosztowa na formalne zamknięcie projektu, choćby nawet z dopiskiem małymi literkami: częściowo.
Złoty wiek
Dotykamy tutaj różnic między teoretyczną funkcjonalnością oprogramowania a tym, co z niej wynika w praktyce po wdrożeniu, w postaci konkretnej aplikacji. Czynnikiem decydującym o tej różnicy, w postaci pozytywnego czy negatywnego efektu biznesowego, są ludzie.
Rzecz to znana tak samo jak długie listy pożądanych cech pracowników - szkoda tylko, że niekiedy traktowanych w sposób skrajny. Przykładowo: żartobliwie mówiąc, w Europie wymaga się od pracownika, by miał najwyżej 30 lat i co najmniej 20 lat doświadczeń zawodowych. Kto ma "z przodu" 4-kę, ten jest już prawie złomem, a z 5-ką nadaje się tylko do wyrzucenia. Ci z 6-ką zapewne są przez pracodawców z definicji uznawani za martwych.
Co ciekawe, właśnie pracodawcy czy dyrektorzy albo szefowie personalni firm nie stosują tej reguły do siebie. "Starych, po 50-ce nie przyjmuję, bo się do niczego nie nadają" - powiada taki szef, "ale ja, mając na prezesowskim stołku 60 lat nadaję się jak najbardziej, bo ja jestem taki wyjątkowy". Otóż w Azji (np. Japonia, Chiny), i nie tylko, słusznie ceni się także doświadczonych pracowników, starając się mieć w zespole i tych "wcześniej urodzonych" i tych "później". Dopiero taka mieszanka daje optimum wydajności i jakości firmy.
Każdy wiek ma bowiem swoje silniejsze i mniej silne strony. Nie dziwi więc kampania pewnego szwedzkiego koncernu, który zaczął celowo szukać także starszych pracowników do swoich sklepów. Dlaczego? Bo dla klientki-emerytki nawet superwykształcona 20-ka nie była partnerką w kwestii doboru firanek, starsza pracownica szybciej znajdowała wspólny język i wiarygodność w oczach równolatki, bo ta ostatnia widziała, że ma do czynienia z kimś, kto w swoim życiu niejeden pokój już meblował i przystrajał firankami, choćby we własnym domu. Również w obszarze nowychtechnik, w tym informatyki, wiele firm zaczyna dostrzegać, że zespół złożony tylko z młodocianego personelu nie zawsze czuje, co znaczy przyjazność produktu, także dla tej starszej klienteli.