Chory i chorszy

20 maj 2008
Piotr Kowalski
Lokalnemu Informatykowi zdarzyło się zawitać w szpitalu. Bynajmniej nie w celu służbowym, a jak najbardziej prywatnym. Natchnęła go ta okazja do pewnych przemyśleń ogólniejszej natury.


Będąc w izbie przyjęć i czekając na rejestrację, zaobserwował już to i owo. Na leżance z kroplówką jakiś młody jegomość niecierpliwił się, że już godzinę mu to aplikują i jak długo ma jeszcze czekać. Jego towarzyszka przechadzała się nieopodal i dalejże czynić wyrzuty personelowi lekarskiemu, że jak długo można, że oni czasu nie mają przecież, bo obowiązki, kariera, kasa... Lokalny pomyślał wtedy, że nawet jeśli była to pomoc doraźna z niezbyt poważnego powodu i jeśli ktoś znalazł się w takim miejscu, to naprawdę pośpiech jest tu lekką przesadą. Zresztą wg Lokalnego, pośpiech może prowadzić tylko do jednego miejsca i celu - czyli do spoczynku wiecznego. Do tego samego prowadzi także powolność, tyle że dużo wolniej. No, i chyba człowiek jest trochę mniej zmęczony niż ten pospieszny.

Zostawiając na boku młodych, prężnych acz schorowanych, zajmijmy się przyczynami, dla jakich Lokalny zapukał do przybytku nie gwarantującego niczego, a zdrowia w szczególności. Otóż miał Lokalny za zadanie urodzić kamień nerkowy, który mu ostatnio doskwierał, a po dobroci wyjść nie chciał. W sumie to on wyszedł, ale już po zakończeniu pobytu szpitalnego, stąd można wysnuć wniosek, że leczenie szpitalne powoduje efekty pozytywne, chociaż nie zawsze bezpośrednio obserwowalne. Mniejsza zresztą z tym. Wiedza ludowa na temat spędzania kamieni jest bardzo obszerna, a zasoby piwa niezmierzone. W każdym razie po całym tym ambarasie Lokalnemu przyśniło się coś na ten temat. Otóż w jego sennej wizji Asystentka Dyrekcji także urodziła kamień. Ale był to kamień, co się zowie, wielkości - jak na kamień nerkowy - ogromnej, porównywalnej z piłeczką tenisową. Wobec takiej konkurencji lilipuci ogryzek, który wyhodował Lokalny, był niczym. Nie dziwota więc, że w sennej wizji Asystentka chodziła po firmie i chwaliła się swoim dorobkiem, podczas gdy Lokalny musiał skulić się i siedzieć cicho, jak mysz pod miotłą.

I znowu okazało się, że Dyrekcja i jej ludzie są znaczenie lepsi we wszystkim od takich niezguł jak Lokalny. Ten to nawet nie potrafi porządnego kamienia wyhodować, nie mówiąc już o innych sprawach. Nie szkodzi, że miało to miejsce we śnie. Przecież sny są tylko wyzwoloną podświadomie projekcją rzeczywistości.

Oceń artykuł

średnio: liczba ocen:

Komentarze

Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy...

Whitepaper Connect

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88