Takie moje niepokoje
Na ekranie pojawia się ramka komunikatu. Ostrzega, że ktoś czy coś próbuje umieścić mi w komputerze jakieś moduły DLL. Pochodzą stąd a stąd, nazywają się tak a tak, port lokalny, port zdalny i coś tam jeszcze, zdaje się, że nawet szesnastkowo. No i mogę teraz albo się na to zgodzić, albo nie. Jak się zgodzę, czort wie, co się stanie, gdy nie, zapewne wszystko przestanie działać, bo jakiś ważny port zostanie profilaktycznie zamknięty.
Na ekranie pojawia się ramka komunikatu. Ostrzega, że ktoś czy coś próbuje umieścić mi w komputerze jakieś moduły DLL. Pochodzą stąd a stąd, nazywają się tak a tak, port lokalny, port zdalny i coś tam jeszcze, zdaje się, że nawet szesnastkowo. No i mogę teraz albo się na to zgodzić, albo nie. Jak się zgodzę, czort wie, co się stanie, gdy nie, zapewne wszystko przestanie działać, bo jakiś ważny port zostanie profilaktycznie zamknięty.
Bo to jest tak, że mimo tego, iż mogę jeszcze pretendować do kategorii "człowiek z branży", to jednak bladego pojęcia nie mam, czy to coś, co chciało mi się zainstalować, naprawdę jest potrzebne, czy nie. A co ma zrobić tzw. przeciętny użytkownik, dla którego wszystkie te moduły, porty i adresy, to jeden wielki i nic nie znaczący, branżowy volapük. Ale wie ten użytkownik przeciętny jedno (czyli w sumie - tyle, co ja), że jak nie pozwoli, to wszystko przestanie działać, więc na wszelki wypadek - pozwala.
Ani on, ani ja nie możemy jednak czuć się bezpiecznie. Nie możemy, mimo zapewnień iluś tam programów mających pilnować tej swoistej czystości, bo co chwila dowiadujemy się o jakichś poważnych wpadkach. Wpadkach wcale nie byle kogo, bo w ostatnich kilkunastu tygodniach mieli je liczni wielcy z branży: i ten na H... i ten na M..., a do tego jeszcze Flash, Skype, Too Much Media, i-Tunes, a także - co najwięcej - wpadkę zaliczyła i firma, mająca w nazwie "laboratorium", która zajmuje się oprogramowaniem do ochrony przed komputerowym paskudztwem. Jej oprogramowanie zaś, zamiast to coś wykrywać i niszczyć, na dłuższą chwilę stało się tego czegoś rozsadnikiem.
To skąd niby ja, skromny użytkownik tego całego bałaganu nie do opanowania, mam wiedzieć, że mimo środków ostrożności, nie zagnieździło się u mnie coś, o czym nie wiem i czego nie widzą te wszystkie, niby mądre programy, stworzone po to właśnie, by pierwsze to coś dostrzegły?
Pytają mnie też - jesteś z branży, więc pewnie wiesz, jak to naprawdę było z tymi transakcjami Visy, co ileś tam razy je w bankach księgowano? Mówię, że nie wiem, bo i naprawdę nie wiem, ale oni nie wierzą i myślą, że wiem a nie powiem, bom z branży i ze swoimi trzymam.
A ja myślę sobie, że jakby spojrzeć na to oczami kogoś spoza branży właśnie, bo sprawa jest bezprecedensowa i symptomatyczna, to nie chodzi nawet o to, że zdarzyło się, co się zdarzyło. Bardziej idzie o to, że nikt nie próbował potraktować tego, jako wpadki całego systemu. Wpadki systemu, który z dumą o sobie mówi, że jest "zaufania publicznego". Nie ważne więc, że Visa, nie ważne, który bank - bo zawiódł system!
A tu rzecznicy stron przerzucają się w gazetach argumentami typu "to nie ja, to kolega", jak w starych dowcipach o kelnerach. I wyszło przy okazji przysłowiowe szydło z worka, jak to naprawdę jest z tym całym głośnym hołubieniem klientów, bo rzecznicy stron, w wystąpieniach publicznych, ocierają się o granicę - wobec tych klientów - arogancji. To fakt, że nasi dziennikarze przez ostatnie dwa lata poczynili wielkie postępy w dzikiej napastliwości, ale po to też rzecznicy są rzecznikami, by nie dawać się prowokować.
Jeszcze zapewne kilka lat temu, no - może kilkanaście, słyszelibyśmy, że banki, w dbałości o twarz systemu, z góry biorą wszystko na siebie i z nawiązką zrekompensują klientom już nie tylko straty, ale i samo popadnięcie w kłopoty.
A tu - nic takiego, w jednej zaledwie wypowiedzi i na jednej, jedynej stronie internetowej (ze znacznym opóźnieniem) pojawia się słowo "przepraszamy".
Napisał ktoś w jakimś blogu: "Wszyscy coraz bardziej się spieszą, każdemu może się zdarzyć".
A co na to ludzie z branży?
Oceń artykuł
Komentarze (1)
Niestety, żeby choć mniej więcej wiedzieć trzeba myśleć. Po co jest .net framework? Ja wiem, a ty? Po co jest DirectX - na pewno wiesz :-) Moduły DLL też są opisane, przynajmniej zdecydowana większość z nich. Właśnie dlatego wirusy i inne złośliwe oprogramowanie zadomawia się w komputerach - bo oni (użytkownicy komputerów) się na wszystko zgadzają: zamiast "NIE", klikają "TAK, Zainstaluj". Windows Vista, który tak wiele miał wprowadzić w tym zakresie jeszcze bardziej mnoży pytania, na które zdenerwowani użytkownicy po raz n-ty klikają "OK", bo ileż razy można czytać to samo. Dzięki cudownej funkcji "Przywracanie systemu" można dzisiaj odpowiedzieć "NIE" na zadawane przez system pytanie i zobaczyć co się stanie. Pamiętajcie o tym.
Najpopularniejsze
- Pierwsze w Polsce testy transmisji danych z...
- Magdalena Gaj została Przewodniczącą Rady...
- Asseco wątpi w obiektywny wybór dostawcy w...
- Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja...
- Sygnity: wezwanie Asseco i sezonowość...
- Ogromna liczba komputerów Mac wciąż...
- Nasza Klasa uruchomiła inkubator...
- Google prezentuje okulary z Augmented Reality
- Oracle daje klientom bezpłatny system do...
- CBA kontroluje przetargi związane z CEPiK
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88






