Od dawna twierdzę, że główne ograniczenia informatyki leżą po stronie ludzi i procesów, nie po stronie technologii.

Rysował R. Mirowski Dodałbym jeszcze do tego elementy kulturowe. Generalnie, lubię i cenię specyficzną "kulturę informatyczną". Doceniam także jej wartość jako motywatora zespołów oraz czynnika, który sprawia, że ludzie chcą pracować w danym miejscu - o czym pisałem niedawno w felietonie "Milieu" (CW...).
Ale jest w tej kulturze coś, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, co nazwałbym "kultem opadających powiek". Informatycy mają tendencję do darzenia szczególną atencją ludzi, którzy pracują ciężko, długo i bez odpoczynku. Zbyt rzadko pytają czy rzeczywiście, a jeśli - to dlaczego - potrzebna była praca ponad siły.
Nigdy nie zapomnę sceny, którą widziałem w pewnej firmie software'owej. Jeden zespół zaplanował swoje zadania, ułożył je w plan, przez cały czas monitorował postęp, a na określoną datę dostarczył gotowy produkt. Drugi zespół nie zaplanował żadnego harmonogramu, struktur zarządczych ani monitoringu ("bo to strata czasu"), tylko rzucił się na swoje zadanie. W efekcie, tydzień przed terminem nie było wiadomo ile jest gotowe, ile nie, ale wszyscy wiedzieli, że trzeba pracować dzień i noc, żeby zdążyć na czas.
W ostatnim tygodniu drugiemu zespołowi codziennie przywożono pizzę, fundowano taksówki do domu i - generalnie - obchodzono się z nim jak z jajkiem. Na koniec zaś wypłacono sowitą premię za nadgodziny - a że pracowali naprawdę długo, były to bardzo konkretne pieniądze. Zdążyli i w efekcie to oni, a nie pierwszy zespół, chodzili w aureoli chwały, zaś menedżerowie na każdym kroku podkreślali, jak wiele zaangażowania i ciężkiej pracy widzieli ze strony drugiego zespołu w "krytycznym tygodniu". Na dowód demonstrowali "opadające powieki" - dowód na to, jak wiele pracy kosztował ich produkt.
Pierwszy zespół po prostu zrobił swoje - uprzejmie im podziękowano, ale to wszystko. Nie oglądałem potem tej firmy z bliska, ale jestem przekonany, że przy następnym projekcie robili to, co druga grupa.
Jeżeli więc statystyki mówią, że nadal duża część przedsięwzięć kończy się tak czy inaczej definiowaną porażką (niedostarczenie produktu na czas albo dostarczenie go kosztem heroicznego wysiłku i zwiększonych nakładów), to jest tak częściowo dlatego, że w firmach informatycznych panuje "kult opadających powiek".
Komentarze
Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
- ocena:
brak oceny
- IP: 83.30.248.33
- 24-01-2008, 12:29
Ehh skad ja to znam, moze informatykom zostaje cos takiego z czasow studiow gdy dorywczo robilo sie projekty na boku - przyzwyczajenie zostalo. Wiele razy mialem podobne sytuacje, dobrze wiedzialem ze moge sobie to rozplanowac, ale wolalem poswiecic czas przed deadlinem na przyjemnosci a przysiasc dwie ostatnie noce i uzyskac podobny efekt.
- ocena:
brak oceny
- IP: 195.82.161.224
- 05-02-2008, 23:16
Wydaje mi się, że wynika to z trudno?ci oszacowania pracy jak? trzeba wykonać w projekcie informatycznym a nie rzekomego ''kultu''. Do?wiadczeni programi?ci wiedz?, że często występuj? niespodziewane problemy, których pokonanie kosztuje wiele nadgodzin. Kierownictwo podaje klientowi termin wykonania w tej optymistycznej wersji maj?c nadzieję na szczę?cie. Moim zdaniem pierwsza grupa z artykułu miała albo więcej szczę?cia, albo bazowała na dobrze przetartej wcze?niej ?cieżce.
- ocena:
brak oceny
- IP: 85.219.158.60
- 06-02-2008, 20:22
@zacheusz: Do?wiadczeni szefowie projektów wiedz?, że sytuacje nieprzewidziane się zdarzaj? i wkalkulowuj? je w harmonogram. A to, że szefostwo lubi składać nierealistyczne obietnice, to prawda swoj? drog?.