Autorecenzje (dwie)

Poleć znajomemu Wydrukuj Subskrybuj RSS A A A
17 lipiec 2006
Bogdan Pilawski
Wygląda na to, że tuż przed sezonem wakacyjnym manipulacja i żonglowanie pseudoargumentami i relatywizm ocen w tzw. życiu politycznym osiągnął u nas wyżyny, jakich nie pomną najstarsi nawet Górale (nawet ci, którzy pamiętają jeszcze radzieckiego partyzanta Tomanowa, który, ukryty w szałasie, samotnie, przez wiele godzin, aż do nadejścia odsieczy, dawał skuteczny odpór przeważającym siłom wroga, co upamiętnia nazwa pobliskiej przełęczy).


Nie chcąc pozostawać ani na uboczu tego nurtu, ani tym bardziej za nim, zdecydowałem się na podjęcie podobnej próby, już to żonglerki, już to manipulacji. Może przyda się komuś na wzór, a może będzie to dobra wprawka dla mnie samego, gdyby - na co zresztą wiele wskazuje - sprawy miały iść u nas jeszcze dalej w kierunku, w którym idą. Eksperyment będzie w miarę bezpieczny, bo przeprowadzę go na sobie samym, a konkretnie - zrecenzuję, i to dwukrotnie (raz dobrze i raz źle), tekst mojego poprzedniego felietonu o krakowskiej konferencji IBM.

Dobrze

Autor, pisząc niemal entuzjastycznie o Konferencji, nie zapomina, że to właśnie Teatr Słowackiego w Krakowie, symbol polskości przecież i patriotyzmu w czasach zaborów, nadaje taki szczególny urok dorocznej imprezie firmy IBM. A ocena ta nie wydaje się być chwilowym zauroczeniem, gdyż autor, jak sam podkreśla, uczestniczy w tych konferencjach od wielu lat, co uprawnia go do takiego syntetyzującego spojrzenia.

Nie ukrywa on też podziałów, jakie od lat panują na linii biznes-informatyka, ale domyślać się można, że w jego przekonaniu przyjęta formuła konferencji sprzyja jednak ich eliminowaniu i kiedyś, być może właśnie ze sceny tego wspaniałego Teatru, będzie można oznajmić, że podziały te zanikły całkowicie. Miejmy nadzieję, że czas, jaki nas dzieli od tego momentu, liczy się w pojedynczych latach, a nie - jak to głoszą niektórzy malkontenci - w pokoleniach.

W części merytorycznej autor dowodzi, że nieobce są mu nowe trendy i idee, takie jak chociażby SOA i ESB, które udaje mu się zgrabnie połączyć z - jak to trafnie określa - petersburskim akademizmem, jaki zaprezentował nasz słynny malarz Henryk Siemiradzki tworząc słynną, alegoryczną kurtynę dla teatru, w którym odbywa się Konferencja.

W tekście nie zabrakło paru gorzkich, ale jakże słusznych słów pod adresem tych, którzy przyjeżdżają na konferencje (nie tylko te w Krakowie) i pokazują się tam tylko na chwilę, a czas spędzają na całkiem innych zajęciach.

Źle

Kolejny felieton autora, jak wszystkie pozostałe, niczym w zasadzie nie zaskakuje i pełen jest bałwochwalczych opinii o konferencji jednej z firm informatycznych, którą, nie wiadomo dlaczego (a jak nie wiadomo o co chodzi, to...) przyjął pod swój dach Teatr Słowackiego w Krakowie. Nie wymagają chyba nawet komentarza wyrazy uwielbienia autora dla aury i przeszłości miejsca, w którym odbyła się impreza, która tak bardzo przypadła mu do gustu. Kolejny raz odzywają się w nim ciągoty do młodopolskich miazmatów i wszystkich tych związanych z nimi zjawisk. Aż przykro przecież myśleć, że w stolicy królów polskich mogły pojawić się kiedyś takie miejsca, jak choćby niesławny Zielony balonik, gdzie swoiście królował niejaki, nieznajdujący szacunku dla żadnej świętości, Boy-Żeleński. A były to przecież zaledwie wprawki do tego, co pisarzyna ten wypisywał i czynił później.

Autor wyraźnie ślizga się po powierzchni spraw fachowych, których zapewne i tak nie rozumie, więc uwagę czytelnika stara się sprowadzić na uboczne sprawy, takie jak konferencyjna frekwencja, złośliwie insynuując, że delegaci biznesowi na konferencję zamiast niej wybierali uroki Krakowa.

Oceń artykuł

średnio: liczba ocen:

Komentarze

Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

ent.

  • ocena: brak oceny
  • IP: 62.21.110.213
  • 08-08-2006, 22:29

Pan Bogdan Pilawski jest ne tylko wybitnym specjalistą w swojej dziedzinie, ale takze nie pozbawionym humoru i dystansu do samego siebie zdolnym literatem. Szkoda, że wykładowców i specjalistów pokroju p. Pilawskiego jest tak niewielu.

Whitepaper Connect

Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME - Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2008 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88