W stałej pamięci

Subskrybuj RSS A A A
3 października 2005
Sławomir Kosieliński

Z Wiesławem Patrzekiem, pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Gdańska ds. Informatyzacji, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Z Wiesławem Patrzekiem, pełnomocnikiem Prezydenta Miasta Gdańska ds. Informatyzacji, rozmawia Sławomir Kosieliński.

Zdecydowana większość osób zna Ciebie jako eksperta od elektronicznej administracji. Dla wielu jesteś niekwestionowanym autorytetem w tej dziedzinie, wręcz Ty i informatyka samorządowa to jedno. Ale przecież nie zawsze pracowałeś w gdańskim magistracie. Jak sobie policzyłem, należysz do pionierów informatyki - jesteś nieprzerwanie w branży od trzydziestu trzech lat!

Znaczy, jestem dinozaurem? Jak rozumiem, chcesz teraz podejść do mojej pamięci jak archeolog i odgrzebywać kolejne warstwy? A nuż odnajdziemy jakiś cenny szkielecik?

Wolę być historykiem. Wobec tego korci mnie, gdzie pracowałeś w latach 70.? Jaka była ówczesna informatyka?

Wiesław PatrzekWiesław PatrzekPo studiach na Wydziale Elektroniki Politechniki Gdańskiej (1972 r.) trafiłem do Zakładu Informatyki Przemysłu Okrętowego (ZIPO), który rozpoczął działalność w 1971 r. (wcześniej był to branżowy ośrodek informatyki przy COKB; a pierwsza stacja maszyn licząco-analitycznych oparta na zestawie Aritma została zainstalowana w Stoczni Gdańskiej już w 1955 r.!). W PRL ZIPO było jednostką koordynującą i realizującą wszelkie działania obsługi informatycznej w branży okrętowej. Dysponowaliśmy najnowocześniejszym na tamte lata sprzętem - komputerami ICL System 4. Najpierw był to model 50, zaś po 5 latach model 70. Jego główne peryferia stanowiły taśmy magnetyczne i dyski, jak na tamte czasy, olbrzymie i wymienne: najpierw 7 i 15 MB, a po paru latach aż 30 i 60 MB - i wtedy można było poszaleć - zaś rozbudowana pamięć operacyjna wynosiła 256 kB. Wszystko to mieściło się w dużej hali. Same taśmy w bibliotece taśmowej zajmowały osobne pomieszczenie wielkości salki konferencyjnej. Natomiast programy wczytywało się na kartach papierowych (80 kolumn) i tasiemkach papierowych (głównie dla danych). Przypominało to trochę wczesne centrum kosmiczne - stąd wiele wycieczek (obowiązkowe białe gumowe buty i fartuchy). Słowem, informatyka miała wówczas posmak rzeczywistej magii dostępnej nielicznym, ale dzięki temu systemy były tworzone i przetwarzane na bardzo wysokim poziomie i zgodnie z zapotrzebowaniami.

Niebywałe, ale to przypomina współczesny outsourcing!

Rzeczywiście, była to wczesna forma pełnego outsourcingu (nikt co prawda tego tak nie nazywał), ale tak to wyglądało - dane przekazywano do naszego centrum - zespół ludzi je wprowadzał i dalej były przetwarzane - raport (wydruki) dostarczano jednostkom branżowym, stoczniom itp. Głównymi systemami były materiałówka, płace - np. obliczaliśmy płace dla 16 tys. pracowników Stoczni Gdańskiej - tylu wtedy pracowało tam stoczniowców. Osobną część stanowiły systemy związane z projektowaniem statków, m.in. sterowanie cięciem blach, kładzeniem kabli itp. - doskonały system ASTER działa w wersji PC do chwili obecnej.

Jakie zaś były Twoje zadania?

Na początku pracowałem jako programista, następnie jako projektant w znakomitym zespole młodych, ambitnych i otwartych ludzi, tak jak ja w większości prosto po studiach. Od razu trafiłem na głębokie wody - do zespołu systemów informacyjnych. Najpierw współuczestniczyłem w rozbudowie systemu informacji bibliograficznych biblioteki CTO - ASTER 4, potem przy tworzeniu i projektowaniu systemu informacyjnego o statkach. Dane były gromadzone na podstawie comiesięcznie otrzymywanej taśmy z Wlk. Brytanii z firmy FIRS - stąd nazwa system gromadzenia i wyszukiwania informacji APIS F. System eksploatowano ponad 10 lat. Rozrósł się on o analizy cenowe i trendy opłacalności sprzedaży i budowy statków. O RDBMS ORACLE nikt wtedy nie słyszał, ale to co myśmy robili wyprzedzało pierwsze działania z komercyjnymi bazami danych o lata. Nic dziwnego, że pod koniec lat 70. udanie wdrożyliśmy system wielodostępny TELZAR, który umożliwiał zdalny dostęp do podsystemów przetwarzania danych z terminali ekranowych praktycznie w większości jednostek zjednoczenia przemysłu okrętowego. Ja zaś zajmowałem się wdrożeniem systemu APIS-F oraz kolejnym - APIS-S, czyli systemem gromadzenia i wyszukiwania informacji o spawalnictwie z wykorzystaniem utworzonego wspólnie z firmą PROMOR tezaurusa spawalnictwa (po raz pierwszy w Polsce).

Czy nie mieliście problemów z dostępem do zachodniej wiedzy?

Akurat w ZIPO nie brakowało oryginalnych dokumentacji, oprogramowania i źródeł, dzięki dobrej współpracy z dostawcami i otwarciem na firmy zagraniczne. Gwoli wyjaśnienia - nie było to wówczas łatwe.

W latach 80. pojawiają się pierwsze komputery PC. Ciekawe, jakich cudów można było na nich dokonać?

Wtedy kierowałem już zespołem programistów, ponieważ rozpoczęliśmy współpracę z firmą Det Norske Veritas (DNV), opracowując dla nich system wspomagający kontrolerów (survayer) na statkach. Miał on dokumentować ich czynności w formie połączenia rozbudowanej bazy danych z edytorem tekstu. Dostarczono do mojej dyspozycji jeden z pierwszych oficjalnie sprowadzonych do Polski (zgoda Cocom) PC XT z 10 MB dyskiem. Po raz pierwszy używałem oryginalnego LOTUS 1-2-3, Visicalk (o EXCEL-u nikt nie słyszał, bo takich pakietów jeszcze nie było) - byłem rzeczywiście oczarowany!!! W prasie informatycznej toczyła się dyskusja, który system operacyjny zwycięży na PC: CP/M czy DOS. Ja oczywiście postawiłem na produkt Digital Research, bo jak tak mała i mało znana firma jak Microsoft może zagrozić molochowi komputerowemu o olbrzymim doświadczeniu i sprzedaży... No i te problemy z pierwszymi (i nie tylko) wersjami systemu operacyjnego DOS, kiedy zaś CP/M rozrastał się na CP/M 86 i doskonały Concurrent CP/M 86. Wtedy Bill Gates dopiero co przebąkiwał o Windows i wstydził się je udostępniać. Pisaliśmy oprogramowanie oczywiście w DR Pascalu, potem w Turbo Pascalu. I znowu miałem zapewniony pełen komfort działania: oryginalne oprogramowanie, licencjonowane wraz z bibliotekami, systemami operacyjnymi i literaturą - i to w czasie, gdy panowało ogólne piractwo komputerowe.

W związku z przekazywaniem i wdrażaniem oprogramowania dla DNV przeżyłem, chyba jako nieliczny w tamtym czasie w naszej części Europy, profesjonalny odbiór i audyt oprogramowania przez odbiorcę, który w tym się między innymi obecnie specjalizuje.

Gdy każdy amator komputerów jest nazywany informatykiem, aż się prosi powspominać jak to drzewiej bywało. Może dopiero z takiej dalszej perspektywy nauczymy się rozróżniać fachowców od dyletantów.

"Dziś prawdziwych informatyków już nie ma..." Wtedy byli z prawdziwego zdarzenia. Przypadkowi ludzie z rzadka porywali się na tworzenie małych i dużych systemów, jak to ma miejsce obecnie. Moim zdaniem jest to właśnie obecny powód wielu błędnych działań i nieudanych wdrożeń informatyki. Zbyt wiele mają do powiedzenia totalni dyletanci. Przecież na informatyce znają się wszyscy, na ogół nie wiedząc, o czym mówią.

Wróćmy do historii. Wtedy zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu składy konsygnacyjne; "wycieczki handlowe" jeździły do Azji, zaś aplikacje tworzono szybko, byle jak, bo pieniądz trzeba było szybko odzyskać. Jednostki w stylu ZETO i inne branżowe centra komputerowe też rzuciły się na ten rynek, niestety skupiając się za mocno na sprzedaży sprzętu, nie zaś na rozwijaniu oprogramowania. Na "żelastwie" był szybki i duży zysk, podczas gdy w rozwój oprogramowania trzeba zainwestować z głową. Wielu menedżerów "starej" daty tutaj popełniło błąd i ich firmy splajtowały. To spotkało również mój zakład. Zmieniło się kierownictwo i nowa ekipa doprowadziła jedną z najlepszych firm komputerowych w Polsce do ruiny poprzez fatalne zarządzanie, krótkookresowe myślenie i chęć taniego wykupienia dla siebie przedsiębiorstwa. Tak przy braku konkurencji i "misiowatości" dużych powstawały małe, prężne firmy, jak np. Prokom.

Mam wrażenie, że podobną diagnozę dałoby się postawić w administracji publicznej. Tam perspektywiczne planowanie ograniczają wybory i polityczne kalkulacje. Przeszkadza także nieznajomość procedur administracyjnych i... zachowań ludzkich. W rezultacie dziennikarze epatują czytelników wskaźnikami jak to jest źle z usługami elektronicznej administracji w Polsce. Nikt nie zadaje sobie trudu popytać ludzi, czy rzeczywiście chcą załatwiać swoje sprawy przez Internet. Kiedy zaś Krzysztof Głomb, prezes Stowarzyszenia "Miasta w Internecie" nawołuje europejskich samorządowców, by skupili się na jakości zarządzania, więcej wsłuchiwali się w potrzeby ludzi, którzy - właśnie! - mają w nosie załatwianie spraw przez Internet, spotyka się z niezrozumieniem e-Europejczyków. Może znowuż nasze opóźnienie podziała na naszą korzyść, bo Europa otrząśnie się z e-sloganów i zacznie wreszcie myśleć kategoriami zwykłego obywatela?

Moim zdaniem inaczej wygląda sytuacja w administracji samorządowej w gminach, a inaczej w rządowej i regionalnej. Ogólnie im niżej, tym lepiej. Kolejne plany e-Polska nic tu nie pomogą. Inna sprawa to wydatkowanie na to samo w skali państwa środków na e-usługi prawie w każdej gminie i ministerstwie, teraz zwielokrotnione przez bezsensowne identyczne programy e-government w poszczególnych administracjach. Idzie za tym brak standardów i pomysłu na szczeblu rządowym na informatykę w administracji. Nie oszukujmy się, ustawa o informatyzacji jest tu dopiero żałosnym początkiem, zaś działania ustawodawcze w ministerstwach idą równolegle pełną parą. Nikt oprócz mnie nie mówi o reengineeringu i projekcie decentralizacji głównych ewidencji oraz ich przyszłej integracji. Notabene według mnie jest to bardzo ważne, jeśli nie główne zadanie Ministerstwa Nauki i Informatyzacji.

Skoro sobie z tym nie radzi, należy zatem usytuować informatykę rządową wyżej w hierarchii, aby była skuteczna i mogła wymusić wspólne działania we wszystkich ministerstwach. Co do e-sloganów to rzeczywiście powinniśmy się z nich otrząsnąć i przestać rywalizować kto szybciej i więcej. Niestety, to trzeba wytłumaczyć politykom. Jednocześnie należy tworzyć oddolnie metastandardy i dążyć - zgodnie z polityką pełnej jawności - do upubliczniania wszelkich danych i ewidencji, ponieważ to głównie interesuje mieszkańców. A jeśli ich uczynimy wreszcie punktem odniesienia naszych działań, należy zadbać o badania opinii, na podstawie których można tworzyć plany krótko- i długoterminowe, lokalne oraz regionalne poddawane publicznym dyskusjom i konsultacjom.

Lider Infomatyki 2000 - Kategoria Administracja Publiczna

Oceń artykuł

średnio: 5 liczba ocen: 1

Komentarze (0)

Najnowsze

Państwo do konsolidacji

Obywatele uważają administrację publiczną za jeden organizm. W rzeczywistości jest to kilka tysięcy oddzielnych struktur, obrosłych biurokratycznymi naroślami. Czy można zracjonalizować działanie państwa? Jak w tym może pomóc informatyka?

Zarządzanie po japońsku

W praktyce przemysłowej wypracowano szereg skutecznych metod zarządzania. Wiele powstało w Japonii. Dlaczego, mimo ich efektywności, nie zawsze są stosowane w biznesie?

e-Sąd z odsieczą sprawiedliwości

Polski wymiar sprawiedliwości postrzegany jest jako skostniały i opieszały. Tymczasem kolejne e-usługi udostępniane przez Ministerstwo Sprawiedliwości ułatwiają życie przedsiębiorcom i usprawniają pracę sądów.

e-Zdrowie w Polsce i na świecie

Projekty informatyzacji służby zdrowia realizowane są na świecie z różnym powodzeniem. Skąd Polska mogłaby czerpać wzorce? A może jesteśmy skazani na własne rozwiązania?

Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja informatyzacji państwa

Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, zaprezentował raport "Polska 2.0. Nowy start dla e-administracji". Przedstawia on informacje na temat stanu realizacji projektów będących w gestii nowo utworzonego ministerstwa oraz prezentuje kierunki dalszych działań związanych z informatyzacją i cyfryzacją administracji publicznej w naszym kraju.

Cyberprzestępcy podążają za użytkownikami

Już dwie na trzy polskie firmy odnotowały ataki lub awarie, które spowodowały spadek produkcji. Co trzecia firma utraciła dane. Liczba takich przypadków będzie rosła, bo hakerzy biorą na cel najbardziej masowe technologie. Szybko reagują też na zmiany w firmowej architekturze.

Jak zaplanować karierę w branży IT

Doświadczenia łączone na różnych stanowiskach w firmach o odmiennych profilach są szczególnie cenione przez pracodawców. Dlatego warto głęboko przeanalizować możliwości rozwoju kariery, które obecnie stwarza rynek IT.

Rekomendacje



Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88