Wskaźnik wyprzedzający
Dostaję ostatnio od różnych znajomych i firm przedmiot, który po polsku kiedyś nazywał się "kalendarz osobisty", a teraz mówi się na to z angielska organizer. Zastanawiałem się, skąd wysyp akurat takich a nie innych prezentów, aż wreszcie oświeciła mnie znajoma, pracująca dla agencji marketingowej. Wyjaśniła, że jest to aktualnie jeden z najtańszych przedmiotów o charakterze reklamowym. Jej zdaniem, ten gwałtowny spadek cen wynika z faktu, że gwałtownie spadł popyt na takie kalendarze. Są nieprawdopodobnie tanie i dlatego pewnie chętnie kupowane są jako prezent.
I rzeczywiście - rzut oka na to, co oferuje taki organizer, daje wiele do myślenia. W dzisiejszym świecie pełnym telefonów komórkowych, komputerów przenośnych i naręcznych oraz serwisów online, z użytkowego punktu widzenia organizer jest rzeczą równie przydatną co stopka do cerowania pończoch albo kartki na cukier z czasów Edwarda Gierka. Kalendarz i podręczna lista adresowa (zawierająca numery: prywatny, służbowy i komórkowy oraz adres poczty elektronicznej) znajdują się w telefonie komórkowym. Przypominanie o imieninach i ważnych rocznicach to standardowe usługi dowolnego portalu. Do robienia notatek używamy również telefonu albo karteczek post-it. Kalendarz spotkań biznesowych trzymamy w narzędziach zarządzania czasem typu Lotus Notes czy Microsoft Outlook i ewentualnie synchronizujemy z komputerem PDA albo telefonem komórkowym. Nie wspomnę o liście wydatków osobistych, która w dobie elektronicznej bankowości i wyciągów z karty kredytowej stanowi typowy przykład redundancji informacji.
Organizer i jego rychły koniec jako narzędzia świadczy, że w technologii - tak jak w ekonomii - istnieje zjawisko wskaźników wyprzedzających. Taki wskaźnik to informacja, która sygnalizuje nagły zwrot koniunktury na długi czas przed tym, jak faktycznie zajdzie. Na przykład w Wielkiej Brytanii wskaźnikiem wyprzedzającym jest zatrudnienie kamerdynerów. Jeżeli spada popyt na ich usługi, oznacza to, że idą gorsze czasy - w końcu nawet angielski dżentelmen może od biedy sam wyczyścić sobie buty lub zaparzyć herbatę. Jeżeli rośnie - idzie koniunktura. Analitycy z londyńskiego City badają więc popyt na kamerdynerów na równi z kursami walut oraz indeksami giełd.
Zjawisko wskaźników wyprzedzających można stosować w obie strony. Pierwszy sposób to ten wymyślony w City - obserwujemy bieżące trendy w technologii i wiemy, jaki przedmiot za jakiś czas zacznie wychodzić z użycia. Przypomnę, że czterdzieści lat temu jednymi z najbardziej znanych producentów maszyn do pisania były firmy Remington, Sharp oraz... International Business Machines (dzisiaj znana lepiej jako IBM). Dwie z nich rozumiały znaczenie wskaźników wyprzedzających i dzisiaj zajmują się odpowiednio sprzętem audio-wideo albo szeroko pojętym IT. Tylko jedna z nich nie zwracała na nie uwagi. Dziś już zostało po niej tylko wspomnienie i trochę literatury pisanej na "starych, dobrych Remingtonach".
To jednak zajęcie dla nudziarzy, których interesują tylko pieniądze. Ale drugi, dla mnie bardziej zabawny sposób stosowania wskaźników wyprzedzających, to przewidywanie, co w następnym roku dostanie się w prezencie od firm i osób, które chcą nam sprawić prezent, ale za wiele na niego nie wydać.
Co Państwo obstawiają na przyszły rok?
Komentarze
Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy...