Nie zdałaś matury, ustawo

Subskrybuj RSS A A A
13 października 2003
Zbigniew Olejniczak

Ustawa o zamówieniach publicznych miała zdać maturę z kilku przedmiotów: konkurencyjność, rozwój istniejących systemów, uczciwość kupujących (czyli tutaj urzędników). Niestety, maturę ustawa oblała i jakoś nie przejmując się swoim losem, udaje zadowoloną.

Ustawa o zamówieniach publicznych miała zdać maturę z kilku przedmiotów: konkurencyjność, rozwój istniejących systemów, uczciwość kupujących (czyli tutaj urzędników). Niestety, maturę ustawa oblała i jakoś nie przejmując się swoim losem, udaje zadowoloną.

Nie chodzi tym razem, aby komukolwiek ubliżyć, zelżyć jakikolwiek urząd, nawymyślać od niekompetentnych itp. Z przykrością trzeba zauważyć, że zła wiadomość to dzisiaj taka, w której zaczynamy od bardzo złych wiadomości i stopniowo słuchacza/czytelnika (do wyboru) jeszcze bardziej przerażamy. W tym przypadku należałoby zacząć od obraźliwych uwag pod adresem Urzędu Zamówień Publicznych, nazwać tamtejszych urzędników "urzędasami" itp.

A właśnie nie, nic podobnego. Z moich kontaktów "urzędasów" z UZP oceniam jako myślące Osobniki, dające się przekonać i otwarte na argumenty. Zaiste zadziwiające, aby ktoś śmiał urzędnika tak dzisiaj komplementować. Zatem nie będzie to rzecz o obrażaniu braci urzędniczej. Będzie to krótkie rozważanie o tym: czy Ustawa o zamówieniach publicznych odgrywa pozytywną rolę (a może negatywną)? Czy spełnia wymagania czasu? No i najważniejsze, co z tą maturą? Dla higieny rozważań ograniczę się do informatyki.

Podstawówka

Blisko 9 lat temu powstał całkiem zrozumiały pomysł, aby zapanować nad wydatkowaniem pieniędzy publicznych na przeróżne przedsięwzięcia, a informatyka wówczas to już był całkiem pokaźny pochłaniacz finansów. Nie należy się wstydzić i drugiej przyczyny uchwalenia ustawy. Chodziło o wprowadzenie do katechizmu urzędników jednego z ważniejszych przykazań: nie będziesz za cudze pieniądze zmieniał swoich poglądów i sympatii. Ustawa miała więc zaordynować uczciwość w stosunkach między urzędami i urzędnikami po jednej stronie a firmami, czyli biznesem, po drugiej. Od tej pory "Najwyższy Organ Kontrolny" może dość wymiernie i przejrzyście ustalić, w jaki sposób są wydatkowane pieniądze publiczne, czy zostały zachowane przewidziane ustawą procedury itd. Może mnie pamięć myli, ale jakoś sobie nie przypominam, aby w informatyce natrafiono na grubsze naruszenia Ustawy o zamówieniach publicznych. Nie zapominam o wiadomych powszechnie opinii publicznej sensacjach (tutaj w trosce o własne

dobre samopoczucie zasłonię się chwilową amnezją co do nazw własnych i nazwisk), ale jednak podtrzymuję: ustawy nie naruszono. Ucierpiała etyka, moralność da się na szczęście zinterpretować, jako uznanie norm powszechnych za usprawiedliwione i dopuszczone do stosowania.

Tak więc nasza ustawa w drodze do matury wytrzymała próbę nr 1: zaistniała i da się z nią żyć.

Ale nie! Nie wszystko zaraz musi być złe. Przyjmijmy, że Ustawa o zamówieniach publicznych spełniła pozytywną rolę i to bez dwuznaczności. Zaczęły powstawać nie zawsze najprzedniejszej jakości dokumenty na udzielenie zamówienia publicznego. Służby publiczne, zanim zaczęły wydawać pieniądze, musiały określić swoje oczekiwania, zawrzeć je w specyfikacji warunków zamówienia. Sam pamiętam, jakim wstrętem napawało mnie określanie: co i w jakim celu chcę zakupić? Było trochę tak, że to ja byłem w swoim mniemaniu rozwojowy, a pozostali, w tym szczególnie księgowi, ograniczeni, czyli przestrzegający z nadmierną akuratnością przepisów. Po blisko 9 latach lekcję pokory wobec przepisów nazwałbym podstawową wiedzą, jaką wpoiła ustawa i mnie, i jak sądzę, większości osób zatrudnionych w urzędach. Tak więc odnosząc się do tytułu i narzucających się paraleli ze szkołą, podstawówkę z ustawą zaliczyliśmy.

Gimnazjum

Niebawem przyszły pierwsze negocjacje, pierwsze długoterminowe umowy, większe kontrakty, bo informatyka zaczęła już wyglądać całkiem serio. Jeszcze nie było całkiem wiadomo że firmy powstawały na kapitale przewiezionym w teczce, na zainwestowanych w procesory oszczędnościach. Taka garażowa proweniencja, tylko po polsku. I smutne, te pierwsze firmy upadły, pojawiły się zaimportowane z zagranicy giganty, obce ze swoją globalistyczną filozofią w polskich zaściankach. Ponieważ nie mieliśmy warunków, aby produkować wiedzę (intelektu nam nie brak, ale wszystkiego innego tak), staliśmy się rynkiem zbytu i chyba tak już zostanie. W Polsce się nie produkuje, tutaj się "lokalizuje", czyli tłumaczy menu i takie tam interface na polski (nawet słownictwa własnego nie mamy i mieć nie będziemy, już za późno). No więc gimnazjum to były pierwsze kontrakty, fascynacja okienkami, edytorami. Były też polskie zestawy programów biurowych, ale przegrywały. Polskie edytory (ale wygrywał np. chi writer, później ami pro), nasze arkusze (ale liderem przejściowo okazał się lotus 123), umieliśmy wchłaniać obcą kulturę krzemową. To był szpan. Komputer i IBM to było to samo. Mieć IBM-a, znaczyło mieć jakiś komputer, po prostu. Tak trochę jak z adidasami. Każde pepegi to były zaraz adidasy. Czyli nic innego co dzisiaj nazywamy "kalifornizacją", tyle że kiedyś była ona uprawiana przez "przenoszenie" nazw zaczerpniętych z markowych wyrobów na substytuty.

To gimnazjum, które tutaj zostało wybrane na synonim okresu wyborów i dojrzewania w informatyce, zakończyło się tym, że wybrano za nas. Mniej rozumni wypadli z branży, za większość zadecydowali inni (bogatsi). Dziwni, czyli tacy, którzy próbowali wybrać własną drogę, pospadali na ziemię jak ulęgałki, najczęściej się sprzedali. Mamy więc dzisiaj informatykę w Polsce, która polega na dodaniu słówka Polska do innego, które ma tę istotną cechę, że czyta się tak samo w każdym innym kraju. Czyżby więc podsumowanie gimnazjum miało oznaczyć, że z ustawą wyhodowaliśmy obcego, nie udało się przestrzeganie preferencji. Zacznijmy więc maturę!

Oceń artykuł

średnio: 0 liczba ocen: 0
1  2  dalej »

Komentarze (0)

Najnowsze

Państwo do konsolidacji

Obywatele uważają administrację publiczną za jeden organizm. W rzeczywistości jest to kilka tysięcy oddzielnych struktur, obrosłych biurokratycznymi naroślami. Czy można zracjonalizować działanie państwa? Jak w tym może pomóc informatyka?

Zarządzanie po japońsku

W praktyce przemysłowej wypracowano szereg skutecznych metod zarządzania. Wiele powstało w Japonii. Dlaczego, mimo ich efektywności, nie zawsze są stosowane w biznesie?

e-Sąd z odsieczą sprawiedliwości

Polski wymiar sprawiedliwości postrzegany jest jako skostniały i opieszały. Tymczasem kolejne e-usługi udostępniane przez Ministerstwo Sprawiedliwości ułatwiają życie przedsiębiorcom i usprawniają pracę sądów.

e-Zdrowie w Polsce i na świecie

Projekty informatyzacji służby zdrowia realizowane są na świecie z różnym powodzeniem. Skąd Polska mogłaby czerpać wzorce? A może jesteśmy skazani na własne rozwiązania?

Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja informatyzacji państwa

Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, zaprezentował raport "Polska 2.0. Nowy start dla e-administracji". Przedstawia on informacje na temat stanu realizacji projektów będących w gestii nowo utworzonego ministerstwa oraz prezentuje kierunki dalszych działań związanych z informatyzacją i cyfryzacją administracji publicznej w naszym kraju.

Cyberprzestępcy podążają za użytkownikami

Już dwie na trzy polskie firmy odnotowały ataki lub awarie, które spowodowały spadek produkcji. Co trzecia firma utraciła dane. Liczba takich przypadków będzie rosła, bo hakerzy biorą na cel najbardziej masowe technologie. Szybko reagują też na zmiany w firmowej architekturze.

Jak zaplanować karierę w branży IT

Doświadczenia łączone na różnych stanowiskach w firmach o odmiennych profilach są szczególnie cenione przez pracodawców. Dlatego warto głęboko przeanalizować możliwości rozwoju kariery, które obecnie stwarza rynek IT.

Rekomendacje



Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88