Piraci i korsarze
Kiedy chciwość maskowana troską o głodujących twórców, próbuje wkraczać do naszych domów, komputerów osobistych, kieszeni, gdzie trzymamy telefony komórkowe, musi się zmierzyć z fundamentalnym prawem do prywatności.
Wojna koncernów medialnych i organizacji zarządzania prawami autorskimi z piratami powoli wkracza w nową, znacznie bardziej skomplikowaną fazę. Kilka dni temu Internauci zostali zaalarmowani możliwością wprowadzenia do prawa unijnego przepisów pozwalających ograniczać prawo do korzystania z Internetu. Miało się to stać 5-6 maja, kiedy Parlament Europejski zaplanował debatę nad nowelizacją pakietu regulacyjnego dla sektora telekomunikacji. W Internecie pojawiły się liczne petycje, w niektórych krajach zwoływano manifestacje. W polskim Internecie pojawiła się strona "stop cenzurze" z ciekawą grafiką, w stylistyce przypominającą najlepsze czasy wczesnego radzieckiego konstruktywizmu.
Przekaz informacyjny tej witryny sugeruje niedwuznacznie, że zmiany w Prawie telekomunikacyjnym, czyli poniekąd cała polityka unijna dążą do ograniczenia demokracji. Wyjaśnienie powodu protestu nie jest prawdziwe. Jest to daleko idąca nadinterpretacja, ale powodowani zbiorowym impulsem Internauci masowo i bez zastanowienia podpisywali się pod petycjami, co zostało podchwycone przez wiele portali, telewizji i gazet. Nigdy dotąd w 20-letniej historii systemu regulacyjnego dla sektora telekomunikacji nie wzbudził on tak żywego zainteresowania, chociaż ograniczyło się ono tylko do jednej z wielu dyskutowanych zmian. Okazało się nie po raz pierwszy, że media karmią się sensacją, w szumie informacyjnym przetwarzają hasła z newsów przygotowanych na podobnej zasadzie przez innych, którzy też nie mieli czasu ani zapewne zwyczaju, by sięgnąć do materiałów źródłowych. Odszukanie informacji o istocie domniemanego problemu mało kogo obchodzi, jeżeli jest choćby trochę bardziej skomplikowane.
Nauka czytania
W polskim przekazie zasugerowano np., że prawo unijne podzieli dostęp do Internetu na nielimitowane pakiety dla bogatych, w opozycji do pakietów ubogich, których użytkownicy mieliby ograniczony dostęp do treści. Coś niby jest na rzeczy, gdzieś tam dzwonią, ale pretekst protestu został zmanipulowany. Owszem, dyskutuje się od dłuższego czasu, aby dostęp szerokopasmowy był usługą powszechnie dostępną, co oznacza określenie prawne minimalnych parametrów dostępu, wprowadzenie wymagań jakościowych, ale w spór idzie raczej o to, czy można na piratów nakładać uznaniowo karę odcięcia od sieci, według logiki średniowiecznych praktyk obcinania złodziejom rąk.
Debatowana w Parlamencie Europejskim nowelizacja pakietu regulacyjnego dla sektora sieci i usług łączności elektronicznej została wniesiona podczas Prezydencji Francuskiej. Wśród wielu zmian, mających uwzględnić wpływ rozwijającego się wspólnego rynku i nowych technologii, pojawił się pomysł na rozwiązanie, które Francuzi planują u siebie pod wpływem lobby producentów muzyki i filmów. Komentowałem w Computerworld to kilkukrotnie, bo oparte o kryteria uznaniowe karanie odcięciem Internetu domów osób naruszających prawa autorskie poprzez ściąganie plików, wydaje mi się pomysłem z poprzedniej epoki, ignorującym wschodzącą wszechobecność sieci i różnorodność sposobów dostępu.
Oceń artykuł
Komentarze (1)
Piotrze, masz rację gdy piszesz, że prawo jest kompletnie archaiczne i niedostosowane do szybko zmiennej rzeczywistości. Tak jest i dotyczy to wszelkich przejawów informatyzacji życia publicznego – w tym zwłaszcza informatyzacji sfery administracji publicznej. Mimo to twój artykuł wzbudza wątpliwości, bo tak sofistycznie wyważasz wszelkie „za” i „przeciw”, że w końcu nie wiadomo za czym się opowiadasz. Oto zatem trochę dodatkowych danych, jako przesłanki do racjonalnej decyzji: w znanych mi przypadkach twórców, powiedzmy II ligi, ich przychody stanowiły średnio od 3 do 5% ogólnych przychodów ze sprzedaży krążków CD czy DVD. Koszty produkcji – przy wyrafinowanej szacie graficznej i odpowiednim poziomie technicznym – to nie więcej niż ok. 11 – 13%. Koszty najbardziej rozbuchanej promocji – to ok. 20%. Razem max koszty producenta = 38%. Zatem przychód brutto = 62%. Nawet biorąc pod uwagę jakieś koszty zakładowe i daninę publiczną zostaje taka masa forsy, która z punktu widzenia zwykłej sprawiedliwości tym producentom się nie należy – tym bardziej, że zasłaniają się wrzaskiem o rzekomym „pokrzywdzeniu artystów”. Biorąc ponadto pod uwagę poziom artystyczny przeważający w ich rynkowej kreacji (nt. w Polsce w kategorii pop), który jest skandaliczny (mniejsza o nazwiska i dęte, naciągane kariery np. plastikowych idoli pani Kanclerz) – takie zyski są niemoralne.
Najpopularniejsze
- Ministerstwo Cyfryzacji ma już swoją...
- Microsoft: Kinect dla Windows jeszcze w tym...
- Jakie skutki będzie miało wprowadzenie ACTA
- 5 zmian, które mogą zaważyć na...
- Boni powołał członków Rady Informatyzacji
- Koniec ery nieograniczonego dostępu do...
- Kolejne aresztowania w związku z aferą w...
- ATCA zostało wdrożone w sieci 3G Polkomtela...
- Rejestr Usług Medycznych, czyli największa...
- Nokia w trzy miesiące straciła miliard euro
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88





