Państwowa szkoła na studiach dziennych uczy programowania w różnych konfiguracjach na wybranych problemach i językach. Niepubliczna zaś konkretnych rozwiązań, nie wnikając w zagadnienia leżące u podstaw programowania. Którą powinien wybrać maturzysta?
Współczynnik skolaryzacji, czyli odsetek młodzieży uczącej się w wieku 19-24 lata w stosunku do ogółu populacji w tej grupie wiekowej, w roku akademickim 1990/91 wynosił 12,9%. Aktualnie wynosi 49,9%. Jeśli spojrzymy na liczby bezwzględne, wynikające z demografii, wskaźniki wyglądają jeszcze bardziej imponująco: w roku 1990/90 uczyło się 403 tys. osób, w roku 2006/07 - niemal 2 mln (dane za GUS). Ten wzrost na przestrzeni dwóch bez mała dekad nosi miano polskiego boomu edukacyjnego.
Druga strona współczynników
| 49,9% |
to odsetek młodzieży uczącej się w Polsce w wieku 19-24.
|
Radykalnie zwiększono "moce przerobowe" uczelni publicznych. "Naciągnięto" w zasadzie każdy wymiar: powstały nowe wydziały i kierunki, zwiększono liczbę studentów na roku oraz przeniesiono ciężar z ćwiczeń i laboratoriów na wykłady - bo zwiększenie liczby laboratoriów wymagałoby inwestycji, do których uczelnie nie były gotowe. Większość kadry akademickiej "rzucono na front dydaktyki" kosztem badań naukowych. Ok. 1/3 liczby studentów przejęły szkoły niepubliczne. Z reguły budowane od podstaw wokół jakiejś jednostki naukowej (np. instytutu PAN), pozbawione własnej bazy materialnej oraz korzystające przede wszystkim z kadry "drugoetatowców", konkurowały bardziej pragmatycznym modelem wykształcenia, postrzeganym jako bardziej przydatny do znalezienia pracy.
Nie kwestionując zasłużonej dumy, jaką z powodu tych imponujących liczb odczuwają kolejni ministrowie i kadra profesorska, powiedzmy o konsekwencjach. Nie dało się osiągnąć takiego wszystkiego bez radykalnego obniżenia poziomu studiów wyższych. Rezygnacja z zajęć laboratoryjnych oraz ćwiczeń fatalnie odbiła się na przygotowaniu absolwenta do systematycznej, twórczej pracy. Powszechna dostępność Internetu sprawiła, że skala wykorzystania tzw. gotowców w przygotowaniu projektów oraz prac zaliczeniowych gwałtownie wzrosła. To, czy zostaną wyłowione, zależy tylko od inwencji prowadzącego i dobrej woli studenta. W efekcie nastąpiła inflacja wykształcenia. Matura, szczególnie na poziomie podstawowym, traktowana jest jako absolutne minimum. Studia wyższe I stopnia, szczególnie na uczelni niepublicznej, postrzegane są mniej więcej tak jak kiedyś matura. Magisterium to coś pomiędzy niegdysiejszą elitarną szkołą średnią a wykształceniem półwyższym (np. szkołą pomaturalną).
Ponieważ dyplom wyższej uczelni nie stanowi dziś realnej wartości w oczach pracodawcy i nie daje pracy (a dyplomy wielu kierunków, szczególnie humanistycznych, wręcz gwarantują bezrobocie), ponadprzeciętni absolwenci szukają sposobów na odróżnienie się na tle rówieśników. Dość popularnym rozwiązaniem jest drugi dyplom - często pokrewny, żeby część przedmiotów mogło być zaliczonych awansem. Stosowanym rozwiązaniem jest praktyka zawodowa - chętnie odbywana za granicą. Wykonywanie nawet prostej pracy podczas studiów daje pracodawcy minimum komfortu, że pracownik będzie znał podstawowe zasady panujące w firmie i będzie w stanie skrócić okres przystosowawczy z kilku miesięcy do kilku tygodni. Dla szczególnie wytrwałych pozostaje doktorat.
Zapraszamy do serwisu studenci.computerworld.pl
Komentarze
Redakcja Computerworld.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy...