Czy jesteśmy "przemediatyzowani"?
Czy nowe pokolenia, które otrzymują potężny dyspozytyw technologiczny będą jeszcze potrzebować takiej wolności od mediów, jaka była potrzebą poprzednich, czy też stworzą sobie własną przestrzeń życia i będą same decydować, na ile może być ona zapośredniczona przez media?
Multitasking generation
Być może są to rozterki kogoś, jak piszący te słowa, ukształtowanego w czasach, które nie były bogate w media, zwłaszcza w dość siermiężnym pod tym względem PRL-u. Każde pokolenie po swojemu negocjuje z technologią. Zasadne jest więc pytanie, na ile klasyczne pojmowanie sfery medialnej będzie miało odniesienia do epoki technologicznej? Czy pokolenie, które otrzymuje potężny dyspozytyw technologiczny, będzie potrzebować takiej wolności od mediów, jaka była potrzebą poprzednich, czy stworzy sobie własną przestrzeń i będzie decydować, na ile powinna być ona zapośredniczona?
Czynnik pokoleniowy z pewnością interweniuje w procesy, o których mowa. Poczucie "bycia konsumowanym" przez hipermedium nie doskwiera tym ze starszych generacji, którzy zeń rzadko korzystają. Oni nadal czerpią informacje w codziennym obcowaniu z innymi oraz z mediów masowych. Pokolenie hipermedialne zaś zaczyna dzień od samoaktualizacji przez kontakt z Internetem. Dla ludzi tego pokolenia zapewne nie ma problemu pochłaniania ich życia przez hipermedium, oni tego tak nie czują, żyją sieciowo, szybciej, są aktywni, a zarazem się relaksują. Jest to multitasking generation - wykonują kilka czynności naraz: wspomniane spojlowanie, blogowanie, czatowanie i inne formy uczestnictwa w Web 2.0 pochłaniają im czas, ale wcale z tego powodu nie cierpią, wręcz przeciwnie, czują się empowered. Nie jest im potrzebne współczucie nic nie rozumiejącego zgreda z tego powodu, że hipermedium ich wsysa i przerabia na dane. Ludziom ukształtowanym przez Galaktykę Gutenberga trudno to pojąć, zdobyć się na empatię, odwrotnie zresztą też. Pokoleniom żyjącym w różnych uwarunkowaniach zawsze było trudno znaleźć interfejsy (kiedyś nazywano to luką pokoleniową). Paradoksalnie, o ten interfejs jeszcze trudniej w wieku interfejsów.
Konsumpcja mediów to konsumpcja symboli, która jest jednocześnie ich mnożeniem (prosumpcja). Czyni to z użytkownika podmiot wysokosemiotyczny, nafaszerowany znakami. Pojawia się tu problem znaczenia, sensu. Znaczenie powstaje wtedy, gdy to, co rejestrujemy naszymi zmysłami, łączymy z jakimś symbolem. Znak, słowo, zdanie, gest czy dźwięk, zapach, smak - nie mają znaczenia, jeśli nie odnoszą się do czegoś, co jest nam znane jako reprezentacja czegoś; sens, który nadajemy czemuś, coś, co kontekstualizujemy, co ukazuje się w jakiejś relacji z czymś, co ukorzeniamy, czemu przypisujemy jakąś wartość. Jak tylu symbolom nadać znaczenia? To jeden z wielkich, jeszcze mało zbadany problem konsumpcji hipermediów, w których lawinowo rośnie dostępna nam zawartość. Inflacja znaczeń stwarza sytuację cyfrowego chaosu - twierdzi amerykański badacz sieci, David Weinberger (2007).
Kościół Google
Jestem zdania, że tego sensu dostarcza wewnętrzny nakaz "szukaj" (googlaj), który staje się wręcz kategoryczny. Z każdą nową osobą, instytucją czy książką, która znajduje swą drogę do sieci, nakaz wyszukiwania staje się coraz bardziej przemożny. W Polsce tego tak mocno nie odczuwamy, skala dygitalizacji zasobów jest bowiem jeszcze relatywnie mała. Tam, gdzie jest wysoka, czuje się siłę Internetu i potencjał jego zasobów. Wyszukiwarka staje się omnimedium, narzędziem wręcz magicznym, kluczem do sezamu. Wyszukiwanie, jak pisze John Battelle, ma coś w sobie z magii, sacrum "(...) odsyłacz po odsyłaczu, kliknięcie po kliknięciu, tworzymy prawdopodobnie najtrwalszy, najpotężniejszy artefakt kulturowy w historii ludzkości..." (s. 11).
Wyszukiwaniu nadaje się sens mistyczny, który zaspokaja potrzeby parareligijne. Nie ma w tym przesady - istnieje "Kościół Google", którego wierni (googliści) modlą się do "Bóstwa Google". Skądś to znamy: dość to podobne do kultów "cargo", których wyznawcy wznosili modły do samolotów przylatujących z pomocą rozwojową (stąd "cargo") i wydzwaniali do bóstw sporządzonymi przez siebie atrapami telefonów komórkowych w nadziei, że ich wysłuchają i przyślą dary.
Obiektem wiary bywają technologie, kiedy się pojawiają jako nowość. Wtedy są uwznioślane, zaspokajają potrzebę sublimacji i milionom ludzi wypełniają życie. Oswojone, tracą posmak nowości, ulegają banalizacji. Hipermedium jest jeszcze w fazie sublimacji. Nie mnie osądzać, czy jest to zwykłe neopogaństwo, czy też naturalna potrzeba poszukiwania sensu i depozytu wiary, przynależna gatunkowi ludzkiemu od zarania człowieczeństwa.
Miał rację Theodor Adorno, gdy stwierdzał przed kilkudziesięciu laty, że technologie informacyjno-komunikacyjne wdzierają się w nasze życie, zagnieżdżają się w nas, stając się częścią duchowego środowiska człowieka.
J. Batelle, "Szukaj. Jak Google i konkurencja wywołali rewolucję biznesową i kulturową", Warszawa, 2006, WN PWN.
M. Bull, "Sound Moves: iPod Culture and Urban Experience", Sussex: Sussex University Press, 2007.
D. Weinberger, "Everything Is Miscellaneous: The Power of the New Digital Disorder", New York: Henry Holt & Co, 2007.
Oceń artykuł
Komentarze (0)
Najpopularniejsze
- Pierwsze w Polsce testy transmisji danych z...
- Magdalena Gaj została Przewodniczącą Rady...
- Asseco wątpi w obiektywny wybór dostawcy w...
- Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja...
- Sygnity: wezwanie Asseco i sezonowość...
- Ogromna liczba komputerów Mac wciąż...
- Google prezentuje okulary z Augmented Reality
- Nasza Klasa uruchomiła inkubator...
- Oracle daje klientom bezpłatny system do...
- CBA kontroluje przetargi związane z CEPiK
Rekomendacje
Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88






