Maszyna do wspierania innowacji

Subskrybuj RSS A A A
27 marca 2007
Antoni Bielewicz

Z Gregiem Badrosem, dyrektorem ds. inżynierii w Google i Wojciechem Burkotem, dyrektorem krakowskiego centrum Google, które jest właśnie w trakcie rekrutacji pracowników, rozmawia Antoni Bielewicz.

Z Gregiem Badrosem, dyrektorem ds. inżynierii w Google i Wojciechem Burkotem, dyrektorem krakowskiego centrum Google, które jest właśnie w trakcie rekrutacji pracowników, rozmawia Antoni Bielewicz.

Czy jest jakaś szansa, by osoba bez doktoratu zdobyła pracę w Google? Obaj Panowie macie ten tytuł.

Greg Badros: Mamy w firmie mnóstwo wspaniałych ludzi bez tytułów doktora czy profesora. Najważniejsze są umiejętności. Fakt, że stawiamy na ludzi z doświadczeniem akademickim, bo ono zazwyczaj gwarantuje umiejętność zdobywania i wymiany wiedzy.

Wiemy czego szukamy. Z punktu widzenia kandydata najtrudniejszym etapem w naszym procesie rekrutacji jest otrzymanie zaproszenia na rozmowę telefoniczną.

Wojciech BurkotWojciech BurkotWojciech Burkot: Z własnego doświadczenia wiem, że ludzi z Google interesuje przede wszystkim sposób myślenia kandydata. Nawet nie umiejętność rozwiązywania problemów. Pamiętam, że ilekroć zaczynałem roz-wiązywać zadany problem, momentalnie traciłem całe zainteresowanie rozmówców. Najpilniej byłem obserwowany podczas poszukiwania rozwiązania.

Jak bardzo jesteście zaawansowani w procesie rekrutacji do krakowskiego ośrodka Google?

G.B.: Zbieramy aplikacje już od jakiegoś czasu (od października u.br. - przyp. red.). Jesteśmy optymistami co do rozwoju naszej inwestycji w Krakowie. Wygląda to dobrze.

Czy jest Pan zaskoczony wynikami tej rekrutacji?

G.B.: Ani trochę. Wszystko postępuje zgodnie z oczekiwaniami.

A więc są jakieś oczekiwania? Na konferencji prasowej powiedzieli Panowie, że zatrudnicie tylu dobrych kandydatów, ilu się zgłosi...

W.B.: Mamy pewne przewidywania. Nie moglibyśmy tego zrobić naszemu działowi finansowemu.

Czy miał Pan okazję rozmawiać z kandydatami z Polski?

G.B.: Tak, z Wojciechem Burkotem i jego konkurentem. Poza tym miałem okazję rozmawiać z kandydatami z Polski, którzy zgłosili się do pracy w USA i innych biurach. To także miało wpływ na naszą decyzję o uruchomieniu centrum w Krakowie.

Jak Pan ocenia ich kwalifikacje?

G.B.: Umiejętności, które posiadają, są imponujące. Byliśmy pod wrażeniem ich przygotowania.

A co Pan jako Polak sądzi o kandydatach z Polski?

W.B.: Mogę jednak powiedzieć, że wrażenie robi wiedza z zakresu nauk podstawowych, umiejętność rozwiązywania problemów, dobre podstawy z matematyki i nauk ścisłych.

Jak Pan porównałby obecne miejsce pracy ze swoimi poprzednimi pracodawcami - Motorolą i amerykańskim koncernem AMS, przejętym potem przez CGI?

W.B.: To zupełnie różne firmy. W Google wszystko obraca się wokół innowacyjności. To zorganizowana maszyna do wspierania innowacji. Wolność wyboru dziedziny, którą będą zajmować się kandydaci, 20% czasu przeznaczane na własne projekty - to wszystko decyduje o charakterze pracy w firmie.

Kiedy stworzymy jakiś program, nie sprzedajemy go, ale oddajemy za darmo. Zupełnie inaczej niż w firmach, które muszą walczyć o kontrakty.

Czym będzie się zajmować centrum w Krakowie?

W.B.: Jeszcze nie wiemy. W Google nie przypisujemy ludzi do konkretnych projektów.

Czy widzą Panowie szansę, by stworzyć produkt tak specyficznie dostosowany do lokalnego rynku jak sieć społeczna Orkut w Brazylii?

G.B.: Trzeba pamiętać, że Orkut nie jest produktem stworzonym przez nasze centrum w Belo Horizonte. Został zaprojektowany przez inżyniera w USA. Popularność w Brazylii nas samych zaskoczyła.

Na pewno jednym z powodów, dla których inwestujemy w Polsce, jest 40 mln ludzi, z których 40% korzysta z Internetu. Inżynierowie, których zatrudniamy w Polsce, są najlepiej predystynowani, by stworzyć taki produkt.

W brazylijskim centrum nikomu nie narzucaliśmy pracy nad rozwojem serwisu Orkut. Był on bardzo popularny w kraju, więc coraz więcej ludzi chciało nad nim pracować. Jednak nawet teraz większość ludzi rozwijających Orkut pracuje w USA.

W.B.: Część kultury Google to rozwój produktów lokalnych, które potem są dostępne na całym świecie.

Wielkie koncerny od lat rozpraszają po świecie działy wsparcia, aby zapewnić działanie serwisu przez okrągłą dobę. Po co jednak uruchamiać po całym świecie działy badawczo-rozwojowe?

G.B.: Podstawowa zaleta to dostęp do najlepszych ludzi gdziekolwiek oni są. Nie jesteśmy w stanie rozwijać się, opierając się tylko na specjalistach z jednego kraju. Zresztą im więcej mamy centrów za granicą, tym mniejsze jest ryzyko i obciążenie związane z komunikacją z centralą. Rozproszone samowystarczalne zespoły rozwijają swoje projekty. Gdy w Polsce było zaledwie dwóch ludzi, komunikacja z centralą miała znacznie większe znaczenie, niż gdy zespół się rozrósł.

W.B.: Wszyscy jesteśmy świadomi tych ograniczeń i wybieramy projekty, tak by problem komunikacyjny był możliwie najmniejszy.

Google to dziś wyszukiwarka, poczta Gmail, serwis Blooger, Google News, Google Maps, Picasa i pewnie jeszcze kilkadziesiąt innych projektów. Dokąd to wszystko zmierza? Czy mogą Panowie powiedzieć, czym będzie Google za pięć lat?

G.B.: Nie wiemy. Nie mamy też jakiegoś "wielkiego planu". Opieramy się na iteracyjnym modelu działania. W związku z tym chcemy wiedzieć przede wszystkim, czy rozwijamy się dostatecznie szybko i co o przyjętych przez nas kierunkach rozwoju sądzą użytkownicy. Jeśli za 10 lat Google będzie silniejszy niż dziś, będziemy wiedzieli, że mieliśmy rację.

To dość niebezpieczna strategia. Może oznaczać, że za 10 lat będziecie się specjalizować w produkcji naszpikowanych elektroniką piesków-zabawek. Albo powtórzycie drogę General Electric, koncernu, który ma dziś kilkadziesiąt różnych biznesów...

G.B.: Nasza misja mówi o czynieniu świata informacji bardziej dostępnym. To ładny cytat, bardzo pojemny. Nasza praca polega na ciągłej analizie, czy to co robimy może pomóc w jakiś sposób użytkownikom. Działamy i chcemy działać w ten sposób.

Czasem nam, dziennikarzom, trudno wskazać kierunek, w którym podąża Google...

G.B.: Sami czujemy się podobnie (śmiech). A tak całkiem serio, od wielkich amerykańskich koncernów różni nas to, że jesteśmy firmą rozwijaną przez pomysły zespołów (bottom-up driven), nie managementu (top-down). Pomysły rodzą się na dole, są rozwijane i potem pokazywane na rynku. W ten sposób rozwijamy szybko z 200 projektów, z których kilka okazuje się sukcesem.

W dużych koncernach bywa inaczej. Zarząd ma kilka pomysłów, zbiera zespoły, do których trafiają ludzie niekoniecznie najlepsi i nie zawsze zainteresowani dziedziną, którą się zajmują i efektami swojej pracy. Po kilku miesiącach czy latach pojawiają się efekty, które okazują się sukcesem albo porażką.

Oceń artykuł

średnio: 0 liczba ocen: 0

Komentarze (0)

Najnowsze

Państwo do konsolidacji

Obywatele uważają administrację publiczną za jeden organizm. W rzeczywistości jest to kilka tysięcy oddzielnych struktur, obrosłych biurokratycznymi naroślami. Czy można zracjonalizować działanie państwa? Jak w tym może pomóc informatyka?

Zarządzanie po japońsku

W praktyce przemysłowej wypracowano szereg skutecznych metod zarządzania. Wiele powstało w Japonii. Dlaczego, mimo ich efektywności, nie zawsze są stosowane w biznesie?

e-Sąd z odsieczą sprawiedliwości

Polski wymiar sprawiedliwości postrzegany jest jako skostniały i opieszały. Tymczasem kolejne e-usługi udostępniane przez Ministerstwo Sprawiedliwości ułatwiają życie przedsiębiorcom i usprawniają pracę sądów.

e-Zdrowie w Polsce i na świecie

Projekty informatyzacji służby zdrowia realizowane są na świecie z różnym powodzeniem. Skąd Polska mogłaby czerpać wzorce? A może jesteśmy skazani na własne rozwiązania?

Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja informatyzacji państwa

Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, zaprezentował raport "Polska 2.0. Nowy start dla e-administracji". Przedstawia on informacje na temat stanu realizacji projektów będących w gestii nowo utworzonego ministerstwa oraz prezentuje kierunki dalszych działań związanych z informatyzacją i cyfryzacją administracji publicznej w naszym kraju.

Cyberprzestępcy podążają za użytkownikami

Już dwie na trzy polskie firmy odnotowały ataki lub awarie, które spowodowały spadek produkcji. Co trzecia firma utraciła dane. Liczba takich przypadków będzie rosła, bo hakerzy biorą na cel najbardziej masowe technologie. Szybko reagują też na zmiany w firmowej architekturze.

Jak zaplanować karierę w branży IT

Doświadczenia łączone na różnych stanowiskach w firmach o odmiennych profilach są szczególnie cenione przez pracodawców. Dlatego warto głęboko przeanalizować możliwości rozwoju kariery, które obecnie stwarza rynek IT.

Rekomendacje



Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88