Walka trwa

Subskrybuj RSS A A A
1 września 2003
Przemysław Gamdzyk

Z Józefem Halbersztadtem, ekspertem patentowym z Urzędu Patentowego RP, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Ale co w tym złego? Co złego w ogóle w patentowaniu oprogramowania?

Patentów zawsze udzielano na nieoczywiste innowacje w obszarze techniki. Tymczasem w obszarze oprogramowania poruszamy się wśród problemów logiczno-abstrakcyjnych. Patentowanie zawsze wiązało się z materializacją idei, tymczasem teraz chce się z tego zrezygnować. Sam Donald Knuth...

Jeden z "ojców" współczesnej informatyki.

No właśnie. Wyśmiał swego czasu podział na algorytmy matematyczne i pozostałe. Tymczasem tak chcą je dzielić zwolennicy patentowania oprogramowania. Prawnicy, którymi z reguły są rzecznicy patentowi, mają tendencję do poruszania się w świecie wymyślonym. Raczej żaden z nich nie tworzył oprogramowania, nigdy nie kodował, a tymczasem im wszystkim wydaje się, że doskonale wiedzą, na czym to polega. Kłopot w tym, że przy patentowaniu przenosi się problem techniczny na płaszczyznę prawną, podczas gdy czasami jest to wręcz zadanie niewykonalne.

By poradzić sobie z coraz bardziej skomplikowaną techniką, przyjęto zasadę, że zamiast opisu danego wynalazku, wystarczy jego skrócona wersja - opis funkcjonalny. Prowadzi to do patentowania oprogramowania poprzez opis efektu technicznego, jaki ono powoduje. Ostatnio wystarcza już sam opis celu, jakiemu służy dane rozwiązanie. Wówczas tak naprawdę pomija się sedno, czyli prezentację pomysłu samego rozwiązania. To wynaturza cały system patentowy.

Zaczynam nabierać wrażenia, że ocenia Pan negatywnie w ogóle samą ideę patentowania. Zważywszy na miejsce Pana pracy, to trochę podcinanie gałęzi, na której Pan siedzi...

To nie tak. Jest wiele obszarów, w których patenty są jak najbardziej przydatne. Z założenia mają służyć ochronie inwestycji koniecznych do powstawania innowacji. Jednak nasilające się dążenia dużych koncernów do uczynienia z patentowania powolnego sobie narzędzia umacniania własnej przewagi rynkowej mogą doprowadzić do degeneracji całego systemu. Ekonomiści właściwie od zawsze byli przeciwni patentowaniu. Pisano o tym rozprawy ekonomiczne już w XIX wieku. Być może raport, jaki przygotowuje amerykańska antymonopolowa agenda rządowa Federal Trade Commission, przewartościuje system patentowy, poczynając od USA.

Każdy monopol jest bowiem niedobry, stawia przeszkody efektywności gospodarki. Patent zaś jest niczym innym, jak tylko pewną formą monopolu. Nikt nie ma wątpliwości, że w przemyśle farmaceutycznym np. rozwinięty system patentowy sprzyja minimalizacji liczby firm działających na tym rynku.

Patenty stały się więc polem aktywności głównie dużych firm. Największe koncerny występują obecnie z tak masowymi zgłoszeniami patentowymi, że można tu mówić o patentach "na wagę". Gromadzą olbrzymią liczbę patentów, czekając na stosowną okazję, przy czym zasadniczo jest to broń defensywna, trochę na zasadzie, że jeśli ktoś inny coś nam zarzuci, to my mamy na to swój kontrpatent.

Czy w informatyce zawsze tak było?

Patentowały od dawna firmy, które żyły z wytwarzania sprzętu komputerowego. Dla nich patentowanie oprogramowania było tylko naturalnym rozszerzeniem dążenia do zabezpieczenia swoich interesów przez patentowanie. Tymczasem firmy typowo programistyczne zasadniczo nie miały takich ciągot. Sam Microsoft do połowy lat 90. właściwie nie patentował swojego oprogramowania. Rzecz się jednak zmieniła po słynnych procesach firm komputerowych, to jest sporze Borlanda z Lotusem czy Apple'a z rzeczonym Microsoftem. Spór dotyczył naruszenia praw autorskich. Microsoft ostatecznie wygrał ten spór...

Poszło o to, że zdaniem Apple'a Microsoft skopiował ideę interfejsu okienkowego.

Dokładnie. Proszę jednak sobie uświadomić, jaki był skutek uznania, że prawo autorskie pozwala na daleko idące naśladownictwo. Dzięki temu mamy Open Office. Trudno się dziwić, że wtedy prawnicy Microsoftu i innych potentatów uznali, iż wobec tego trzeba próbować starać się o wyłączność poprzez patentowanie. Okazuje się jednak, że patenty też przyznawane są niejako na zakładkę, tzn. obszary obejmowane ochroną w różnych patentach zachodzą na siebie.

Jak to możliwe? Przecież takie konflikty powinny być lokalizowane na etapie rozpatrywania zgłoszenia patentowego.

Patentuje się to, co jest nowe, co stanowi wkład danego wynalazcy. W zgłoszeniu patentowym powinien znaleźć się opis tego, co jest już znane, by odróżnić od tego, co stanowi rzeczywistą innowację. Czasem proporcje mają się tutaj jak 20:1. Tymczasem w wielu wnioskach patentowych na oprogramowanie zgłaszający nie określają w sposób uczciwy tej granicy, przypisując sobie dużą część z 95% tego, co znane. Urząd patentowy nie ma ani dość zasobów, ani czasu, by to dokładnie sprawdzić. W efekcie powstaje owo zjawisko zachodzenia na siebie patentów. Stanowi to znakomitą pożywkę dla późniejszych sporów prawnych, ale tak naprawdę jest to wzajemne szachowanie.

W dziedzinie nowoczesnych technologii, które bardzo szybko się rozwijają, w chwili zgłaszania wniosku patentowego na ogół nie wiadomo, jakie rzeczywiste znaczenie będzie miało opatentowanie takiego rozwiązania w przyszłości, gdy zostanie przyznany patent " na co czeka się kilka lat.

Firma, uzyskując kolejne patenty na oprogramowanie, tak naprawdę buduje pole minowe na drodze technologicznej ekspansji innych podmiotów.

Oceń artykuł

średnio: 0 liczba ocen: 0
« wstecz 1  2 

Komentarze (0)

Najnowsze

Państwo do konsolidacji

Obywatele uważają administrację publiczną za jeden organizm. W rzeczywistości jest to kilka tysięcy oddzielnych struktur, obrosłych biurokratycznymi naroślami. Czy można zracjonalizować działanie państwa? Jak w tym może pomóc informatyka?

e-Sąd z odsieczą sprawiedliwości

Polski wymiar sprawiedliwości postrzegany jest jako skostniały i opieszały. Tymczasem kolejne e-usługi udostępniane przez Ministerstwo Sprawiedliwości ułatwiają życie przedsiębiorcom i usprawniają pracę sądów.

e-Zdrowie w Polsce i na świecie

Projekty informatyzacji służby zdrowia realizowane są na świecie z różnym powodzeniem. Skąd Polska mogłaby czerpać wzorce? A może jesteśmy skazani na własne rozwiązania?

Raport Państwo 2.0, czyli nowa wizja informatyzacji państwa

Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji, zaprezentował raport "Polska 2.0. Nowy start dla e-administracji". Przedstawia on informacje na temat stanu realizacji projektów będących w gestii nowo utworzonego ministerstwa oraz prezentuje kierunki dalszych działań związanych z informatyzacją i cyfryzacją administracji publicznej w naszym kraju.

Cyberprzestępcy podążają za użytkownikami

Już dwie na trzy polskie firmy odnotowały ataki lub awarie, które spowodowały spadek produkcji. Co trzecia firma utraciła dane. Liczba takich przypadków będzie rosła, bo hakerzy biorą na cel najbardziej masowe technologie. Szybko reagują też na zmiany w firmowej architekturze.

Jak zaplanować karierę w branży IT

Doświadczenia łączone na różnych stanowiskach w firmach o odmiennych profilach są szczególnie cenione przez pracodawców. Dlatego warto głęboko przeanalizować możliwości rozwoju kariery, które obecnie stwarza rynek IT.

Jakie są różnice między chmurą a wirtualizacją

Wirtualizacja jest obecnie standardową technologią, stosowaną powszechnie w IT. Od środowiska chmury prywatnej dzieli ją jednak długa droga, gdyż wymaga ona uzupełnienia o istotne składniki.

Rekomendacje



Serwisy IDG - Warunki obsługi - Kontakt - Redakcja - Regulamin - O nas - Polityka prywatności - Serwis zgodny z ASME
Reklama - Licencjonowanie treści - Prenumerata: Computerworld, Networld, PC World
Computerworld Polska i Computerworld Polska online są znakami towarowymi IDG Poland SA.
© Copyright 2012 International Data Group Poland S.A. 04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12 tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88